Zakupy to zło czyli nowe ciuszki w mojej szafie :)

Przez ostatnie ponad pół roku moja szafa zapełniła się nowymi zdobyczami, upolowanymi głównie na przecenach i wyprzedażach, kupowałam je również korzystając z kuponów zniżkowych. Dzięki temu za koszulki i bluzki płaciłam max. 30 pln, najdroższe są buty z bazarku (ze skóry, niesamowicie wygodne mimo 10cm obcasa, ok. 120pln) i wymarzona torba z Quazi (ok. 70pln, chodziłam za nią kilka miesięcy i w końcu wychodziłam przecenę ^_^). Polecam fanpage i newslettery różnych marek odzieżowych, można dzięki temu być na bieżąco z promocjami, dostajemy również specjalne zniżki dla fanów (o których często informuję na Teleporcie na facebook'u :)) W niektórych sklepach opłaca się również posiadać kartę stałego klienta, ja mam taką z Orsay'a - otrzymuję rozmaite kupony zniżkowe dla siebie i znajomych, które często obejmują także rzeczy już przecenione, za każde zakupy zdobywam punkty, które po przekroczeniu danego limitu są zamieniane na pieniądze, które są odejmowane od następnych zakupów. Chociaż tak patrząc na tą masę ubrań to mam wyrzuty sumienia... Tłumaczę sobie, że gdybym kupowała te ciuchy po normalnych cenach, to zapłaciłabym ze cztery razy więcej, i że praktycznie wszystkie to była okazja (np. ramoneska za 50 zeta (do obejrzenia tu i tu)). Że ciężko na nie zapracowałam, najczęściej pracami dodatkowymi ;) Że przecież to nie grzech wydać na siebie trochę pieniędzy, że inni wydają na siebie o wiele więcej i nie mają takich dylematów... A Wy jakie macie zdanie? Bo mnie mimo wszystko sumienie trochę podgryza, zwłaszcza gdy robię takie zestawienia haul'owe na blogasku. Normalnie chyba przestanę, takie podsumowania wywołują we mnie refleksję co do wszechobecnego konsumpcjonizmu i tego, czy naprawdę potrzebuję tego wszystkiego do szczęścia ;) Ja wiem, że pieniądze szczęścia nie dają, dopiero zakupy, ale przez wakacje przyjmę taktykę omijania centrów handlowych i sklepów internetowych :D Ale zacznę dopiero po tym weekendzie, bo będę w Warszawie i chce odwiedzić kilka sklepów, których u mnie w mieście nie ma ;) Jak widać, jestem niesamowicie konsekwentna ;) ;) ;)
Ale dosyć ględzenia, zapraszam do oglądania :) Niektóre ciuszki są podlinkowane i możecie je obejrzeć na mnie (kilka ubrań zabrakło) - jak pisałam niektóre pojawiły się w mojej szafie jeszcze w poprzednim roku :) Enjoy!
 górny rząd od lewej: Camaieu, Orsay (strój dnia tutaj), Pull&Bear (strój dnia tutaj), Orsay (strój dnia tutaj)
dolny rząd od lewej: Mohito, Mohito, H&M (strój dnia tutaj), Pull&Bear (strój dnia tutaj)

 wszystko z Orsay'a - stroje dnia z bluzką trzecią i czwartą od lewej

 biało-czarna z Reserved, reszta z Orsay'a - stroje dnia z tuniką pierwszą od góry i drugą bluzką

 wszystkie koszulki z Cropp'a, za całe 13 zeta ^_^

 sukienka i koronkowa ołówkowa spódnica z H&M, obie za 40 pln

tenisówki z deezee.pl, kamelowa torba-worek z Cropp'a, marynarska torebka z Mohito, torba a la Balenciaga z Quazi, ceglate sandały na słupku z bazarku

7 komentarzy:

  1. Urosła Ci ta szafa :D.

    OdpowiedzUsuń
  2. śliczne rzeczy kupiłaś ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. aaale dużo, wszystko śliczne :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Lubię jakość- na rzeczy dobrej jakości nie żałuję pieniędzy, bo noszę je całymi latami (dopóki się w nie mieszczę), a później oddaję je dalej i czasem widzę jak po latach wciąż są noszone i wyglądają jak nowe. Lubię nasze polskie firmy.

    T-shirty z nadrukami kupuję do równowartości max.3 funtów/euro. Bo więcej nie są warte.

    Z Twojego zestawienia najbardziej spodobały mi się dwa t-shirty: z Tweetym i pieskiem :D

    OdpowiedzUsuń
  5. podoba mi sie wszystko! :D

    OdpowiedzUsuń
  6. wow! Nieźle się zaopatrzyłaś!:)

    OdpowiedzUsuń
  7. oj sporo tego :DD brązowe buciki na ostatnim zdjęciu wpadły mi w oko :))

    OdpowiedzUsuń

TALK TO ME :D

Blogging tips