Lemingi mody

Chyba każdej z nas zdarzyło się przynajmniej raz w życiu podążać ślepo za modą. Bezkrytycznie przyjmować najnowsze trendy, bez zwracania uwagi na to, czy pasują one do naszej osobowości, do stylu życia, do naszych warunków fizycznych. Pamiętam ulice pełne kobiet-klonów w szpilkach z czubem, którego pozazdrościłby im niejeden nadworny błazen. Czuby te, po krótkim czasie obcowania z polskimi chodnikami, były masakrycznie zniszczone i klony zamiast onieśmielać elegancją i szykiem wyglądały dosyć żałośnie. Pamiętam ulice pełne młodych dziewczyn z oczami podkreślonymi gotycką czernią, często tylko na dolnej powiece. Zamiast wyglądać świeżo i powabnie przypominały smutne spaniele w ostatnim stadium depresji, umazane sadzą pod oczami. I nie piszę tu o czasach, gdzie nosiło się kreszowe dresy i getry z połyskliwej lycry, ani o czasach, w których marzyło o dżinsach z Pewexu, perfumach Masumi i czekoladzie Toblerone. Nie, piszę o teraźniejszości, o czasie, gdzie w sklepach jest praktycznie wszystko, gdzie mamy wybór. A mimo tej wolności wyboru ulice naszych miast wyglądają jednakowo – niby kolorowo, ale jednak „szaro”, wypełnione podobnie ubranymi ludźmi. Wybieramy bezpieczeństwo i rutynę, jaką dają nam sezonowe trendy. Dajemy się wtłoczyć w sztywne wzorce, w szablony narzucane nam przez wielkie koncerny. Gubimy po drodze szaleństwo, nie korzystamy z danej nam wolności, sami się ograniczamy. A na tych, którzy odstają od utartych norm, patrzymy z politowaniem, wyśmiewamy i krytykujemy. Próbujemy zdeptać indywidualność. Ze strachu, a może przez bezmyślność czy brak wyobraźni? Czy nasze wybory są świadome, czy nakręcane przez wszechobecne marketingowe sztuczki i coraz większy konsumpcjonizm?
Ślepe podążanie za modą przyjmuje często kuriozalną, wręcz karykaturalną postać. Zeszłoroczne super trendy torby przypominające reklamówki, tegoroczne torebki z papieru, wyglądające jak woreczki śniadaniowe… Kosztują krocie, ale fashionistki potrafią wydać na nie każde pieniądze… Nieważne co kupują, byleby tylko było z metką znanego projektanta mody. Przerażające. A przecież można być modnym nie wydając olbrzymich sum, w sklepach pełno jest dobrej jakości ubrań za niewielkie pieniądze. Wystarczy poszukać, albo poczekać na przeceny ;) 
Powiecie pewnie, że niby w sklepach jest wszystko, ale na jedno kopyto. I że jak modne są rurki, to żadnych innych spodni w sklepie nie uświadczysz. Fakt, zwłaszcza sieciówki celują w powielaniu trendów z wybiegu. Nie jest to takie złe, jeżeli chcemy być modne i na czasie. Ale trzeba umieć przesiać trendy przez gęste sito. To trendy mają służyć mojemu stylowi, a nie mój styl ma odpowiadać trendom i modzie. Ja to zrozumiałam, chociaż i tak codziennie uczę się walczenia ze swoimi chciejstwami, zwłaszcza gdy jestem w centrum handlowym, a wokół kusi tyle pięknych rzeczy ;). Ale o tym niebawem, w odrębnym poście ;)

3 komentarze:

  1. Z prawdziwą przyjemnością donoszę, że mnie się nie zdarzyło. Nie dlatego, że mam wybitnie dobry gust, tylko dlatego, że nigdy, nawet w wieku lat 12 nie interesowałam się modą. Ani modami. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. ja akurat nie włożę na siebie czegoś co mi się nie podoba i w czym się źle czuję, a że jestem osobą mocno pulchną nie we wszystkim dobrze się czuję i muszę się mocno natrudzić żeby wyglądać dobrze, a lubię elegancję

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobrze mówisz :)

    Btw. potrzebuje takich dużych toreb śniadaniowych, gdzie można takie zakupić? :D

    OdpowiedzUsuń

TALK TO ME :D

Blogging tips