Recenzja: Dax Cosmetics, Perfecta Spa, regenerujące masło do ciała, kakaowe

8 komentarze
Dawno nie było recenzji... Tegoroczne wakacje nie sprzyjały testowaniu, ale nadeszła jesień, a ja przetestowałam praktycznie wszystkie kosmetyki, które dostałam od firmy Dax Cosmetics do testów. Większość z nich zostawiłam do testów na po wakacjach - jednym z takich odłożonych na później było kakaowe regenerujące masło do ciała. Zanim opiszę swoje wrażenie, przeczytajcie kilka słów od producenta :) "Puszyste masło do ciała o właściwościach regenerujących i zmiękczających. Masło do ciała Perfecta SPA zawiera skoncentrowane masło kakaowe, które przyspieszając proces odbudowy naskórka znakomicie regeneruje, nawilża i zapobiega wysuszaniu skóry. Ponadto działa ujędrniająco i odmładzająco. Zawarty w preparacie karmel pogłębia naturalny odcień karnacji i utrwala opaleniznę. Koenzym Q10 i lecytyna sojowa dotleniają i uelastyczniają skórę. Apetyczny, kakaowy zapach poprawia nastrój i dodaje pozytywnej energii."  
Odłożyłam to masło do jesieni z dwóch powodów - kosmetyk ten był na lato zbyt ciężki, a jego zapach zbyt słodki. W wakacje wolę kosmetyki o lżejszej konsystencji i o świeżym, lekkim, cytrusowym aromacie. Jednak teraz, gdy zrobiło się chłodno, a moja skóra potrzebuje bardziej treściwych kosmetyków, masło do ciała Perfecty jest jak znalazł. Gęste jak śmietana kremówka, o konsystencji i wyglądzie przypominającym pudding, zamknięte w niezbyt ładnym, ale praktycznym plastikowym słoiczku uprzyjemnia mi chwile po prysznicu. Działa na mnie przede wszystkim zapachem - pachnie słodko i kakaowo, trochę zbyt słodko jak na prawdziwego kakaowca (którego ostatnio miałam okazję wąchać), zapach kojarzy mi się bardziej z kakaowym budyniem. W ogóle kosmetyk ten jest jak deser - gdy przesadzimy może być niestrawny (czytaj: gdy nałożyłam go zbyt dużo to kulkował się na ciele i nie wchłaniał zbyt dobrze), ale w odpowiednich proporcjach stanowi rozkosz dla podniebienia (czytaj: dobrze nawilża i natłuszcza skórę, a przy tym jest przyjemny w stosowaniu) :D Już bez kulinarnych przenośni: masło dobrze się wchłania (no chyba, że używamy go zbyt dużo na raz), jest wydajne (patrz poprzedni nawias ;)), nadaje ładny koloryt skórze, regeneruje ją, łagodzi podrażnienia i chyba faktycznie utrwala opaleniznę. Zostawia na skórze delikatny, ochronny film, co mi osobiście nie przeszkadza. Może nawilżenie mogłoby być lepsze, ale moja skóra nie jest zbyt wymagająca, i na tą chwilę jest dla mnie wystarczający. Zapach jest baaardzo apetyczny i faktycznie poprawia nastrój, ja zazwyczaj stosuję go wieczorem i zasypiam otulona delikatnym zapachem czekolady :) Cena adekwatna do jakości, za słoiczek 225ml zapłacimy ok. 13 zł, ale często można go kupić w promocyjnej cenie. Polecam, zwłaszcza teraz, gdy aura na dworze nie zachęca do spacerów, bo chociaż niektórzy czują się rześko, to warto zafundować sobie chwilę kakaowego odprężenia :) A Wy jak uważacie? Macie, znacie, lubicie masła Perfecty?

Photo session: her hazel eyes

4 komentarze
Jakiś czas temu miałam okazję malować prześliczną Klaudię. Jej egzotyczna uroda, ogromne oczy i pełne usta zachwycają ^_^ Oczy mają niezwykły kolor - nie to ciemnobrązowe, ni to orzechowe, momentami piwne... Można w nich utonąć. Zostawiam Was, bez koła ratunkowego ;)
Aha, zdjęcia robiła Karolina Magnowska.

Lemingi mody

3 komentarze
Chyba każdej z nas zdarzyło się przynajmniej raz w życiu podążać ślepo za modą. Bezkrytycznie przyjmować najnowsze trendy, bez zwracania uwagi na to, czy pasują one do naszej osobowości, do stylu życia, do naszych warunków fizycznych. Pamiętam ulice pełne kobiet-klonów w szpilkach z czubem, którego pozazdrościłby im niejeden nadworny błazen. Czuby te, po krótkim czasie obcowania z polskimi chodnikami, były masakrycznie zniszczone i klony zamiast onieśmielać elegancją i szykiem wyglądały dosyć żałośnie. Pamiętam ulice pełne młodych dziewczyn z oczami podkreślonymi gotycką czernią, często tylko na dolnej powiece. Zamiast wyglądać świeżo i powabnie przypominały smutne spaniele w ostatnim stadium depresji, umazane sadzą pod oczami. I nie piszę tu o czasach, gdzie nosiło się kreszowe dresy i getry z połyskliwej lycry, ani o czasach, w których marzyło o dżinsach z Pewexu, perfumach Masumi i czekoladzie Toblerone. Nie, piszę o teraźniejszości, o czasie, gdzie w sklepach jest praktycznie wszystko, gdzie mamy wybór. A mimo tej wolności wyboru ulice naszych miast wyglądają jednakowo – niby kolorowo, ale jednak „szaro”, wypełnione podobnie ubranymi ludźmi. Wybieramy bezpieczeństwo i rutynę, jaką dają nam sezonowe trendy. Dajemy się wtłoczyć w sztywne wzorce, w szablony narzucane nam przez wielkie koncerny. Gubimy po drodze szaleństwo, nie korzystamy z danej nam wolności, sami się ograniczamy. A na tych, którzy odstają od utartych norm, patrzymy z politowaniem, wyśmiewamy i krytykujemy. Próbujemy zdeptać indywidualność. Ze strachu, a może przez bezmyślność czy brak wyobraźni? Czy nasze wybory są świadome, czy nakręcane przez wszechobecne marketingowe sztuczki i coraz większy konsumpcjonizm?
Ślepe podążanie za modą przyjmuje często kuriozalną, wręcz karykaturalną postać. Zeszłoroczne super trendy torby przypominające reklamówki, tegoroczne torebki z papieru, wyglądające jak woreczki śniadaniowe… Kosztują krocie, ale fashionistki potrafią wydać na nie każde pieniądze… Nieważne co kupują, byleby tylko było z metką znanego projektanta mody. Przerażające. A przecież można być modnym nie wydając olbrzymich sum, w sklepach pełno jest dobrej jakości ubrań za niewielkie pieniądze. Wystarczy poszukać, albo poczekać na przeceny ;) 
Powiecie pewnie, że niby w sklepach jest wszystko, ale na jedno kopyto. I że jak modne są rurki, to żadnych innych spodni w sklepie nie uświadczysz. Fakt, zwłaszcza sieciówki celują w powielaniu trendów z wybiegu. Nie jest to takie złe, jeżeli chcemy być modne i na czasie. Ale trzeba umieć przesiać trendy przez gęste sito. To trendy mają służyć mojemu stylowi, a nie mój styl ma odpowiadać trendom i modzie. Ja to zrozumiałam, chociaż i tak codziennie uczę się walczenia ze swoimi chciejstwami, zwłaszcza gdy jestem w centrum handlowym, a wokół kusi tyle pięknych rzeczy ;). Ale o tym niebawem, w odrębnym poście ;)

LOTD: Pantera na bakłażanie ;)

6 komentarze
Dopiero rano zreflektowałam się, jaki to cudowny tytuł postu stworzyłam :D Geniusz mojego umysłu powalił mnie na łopatki :D Pantera na bakłażanie... Hmm.. Pantera wylądowała na mojej lewej piersi, tak więc żeby nie było, jestem o lata świetlne od nazywania cycków bakłażanami :D :D :D To by było na tyle z dzisiejszych wynurzeń, zabiłam sobie ćwieka i odmaszerowuję w ciszy i z godnością do pracy ;) Miłego dnia!

bluzka z kołnierzykiem bebe - Camaieu 
dżinsy - Camaieu
torebka Chanelka - Mohito
 broszka - nie pamiętam
buty na słupku - Booti
męski zegarek - zapominalski znajomy zostawił i na razie się nie zgłasza po swoją własność, więc skorzystałam :D

Zapowiedź: Pantera na bakłażanie ;)

3 komentarze
Dzisiaj już nie mam siły, ale jutro spodziewajcie się nowego stroju dnia, kobieco-męskiego i na luzaku ;) Buziaki i dobrej nocy :)

LOTD: abstrakcyjna miłość

5 komentarze
Te spodnie były miłością od drugiego wejrzenia. Pierwszy raz rzuciły mi się w oczy na wieszaku w H&M we Wrocławiu - obejrzałam je, zmacałam, ale mimo iż mnie do nich ciągnęło to odwiesiłam bez przymierzania w przekonaniu, że te graficzne abstrakcyjne maziaje pogrubią mnie niemiłosiernie. I tak utkwiły te spodnie w mojej podświadomości, i żałowałam... Kusiły mnie jeszcze inne spodnie z H&M, piżamowe, bordowo-kremowe, które wypatrzyłam w jakimś magazynie, a potem na blogu u Pani Mruk i Riennahery.  Jednak w moim mieście tego modelu nie dostali, za to wypatrzyłam moje bezlitośnie odrzucone, abstrakcyjne cygaretki. Zrezygnowana, przymierzyłam je, i tak utkwiły w moim sercu jak drzazga. Kupiłam je. I noszę radośnie i beztrosko, bez przejmowania się moim niskim wzrostem i teoretycznym pogrubianiem. Mam to w d.... :D Dobrze się w nich czuję i już! Ostatnio zestawiłam je z moim ukochanym oversize'owym, ażurowym swetrem. Zwykle zakładam do niego coś pod spód, żeby ostentacyjnie nie epatować nagością - nie lubię świecić gołym ciałem, ale tego dnia było naprawdę ciepło, więc odpuściłam :D Od czasu do czasu można :)
Aha, no i brawa dla naszych chłopaków :D Fajny mecz był, bo chociaż trochę szkoda kilku niewykorzystanych szans, to i tak nie ma porównania z ich popisami na euro ;) Bardzo na plus!
torebka - Mohito 
cygaretki - H&M
sweter - Camaieu
botki - CCC
szal - Extreme

Smacznie i zdrowo: łódeczki z cukinii faszerowane mięsem mielonym

8 komentarze
Sezon na cukinie i kabaczki w pełni, trzeba z tego korzystać. Kto nie ma pomysłu na obiad, ten powinien spróbować faszerowanych  łódeczek z cukinii. Danie nieskomplikowane i niezbyt zajmujące, a bardzo smaczne i efektowne. Najpierw przygotowujemy farsz - ja usmażyłam mięso mielone z dodatkiem papryki i pomidorów, zamiast cebuli dałam przeciśniętego czosnku, i przyprawiłam wszystko do smaku. Można użyć dowolnych przypraw, takich jakie lubicie. Na koniec dodałam trochę ugotowanego ryżu, ale wy wcale nie musicie ;) W międzyczasie przekroiłam na pół cukinie i wydrążyłam je. Następnie napełniłam je farszem i wstawiłam do piekarnika nagrzanego do 180 stopni. Po ok. pół godziny posypałam całość startym żółtym serem i pozostawiłam w piekarniku do rozpuszczenia. Podałam razem z ryżem i sałatką. Tak to wyglądało przed włożeniem do piekarnika:
A tak po upieczeniu:
Smacznego!

LOTD: miętowa elegancja

4 komentarze
Na fali zachwytu miętą nabyłam sukienkę w tymże kolorze, a dokładniej nabył mi ją mój bojfriend. Za co dostał serdeczne, dziękczynne całusy, ale nie wnikajmy w szczegóły ;) Sukienka jest uniwersalna, na co dzień i na bardziej oficjalne okazje. Ta właśnie taka była, do tego służbowa, tak więc nie szalałam zbytnio i całą resztę stroju utrzymałam w czerni. Do tego dobrałam delikatne złote dodatki. Efekt widać na zdjęciach poniżej :)
miętowa sukienka - Mohito 
czarna marynarka - Orsay
botki - CCC

Zapowiedź: miętowa elegancja

0 komentarze
Nowy post się robi :) Zaraz, za moment się pojawi, więc zapraszam :)

LOTD: zakaz palenia na terenie obiektu

9 komentarze
Gdy mam wolny weekend, to korzystam i ubieram się luźno i wygodnie. I nie, nie chodzę do szkoły :p Jak widać, przy robieniu zdjęć złapał nas deszcz, wiec skorzystaliśmy z podwórza pobliskiej szkoły :D Jakoś wcale nie tęsknię za szkołą, może dlatego, że z tytułu pracy nie zerwałam do końca kontaktów z edukacją ;) Co do stroju, to nareszcie znalazłam leginsy, które satysfakcjonują mnie w 100%. Przód skóropodobny, tył z grubej, trochę elastycznej bawełny, wysokie w pas. Zwykle trafiałam na biodrówki, gdzie ta długość w leginsach denerwuje mnie niewymownie. A te są super, Reserved się postarało. Luźny sweter oprócz tego, że w twarzowym, modnym ostatnio bordowym kolorze, ma asymetryczny, dłuższy tył i warkocz. Swetry w warkocze są urocze, a ten warkocz zapleciony na plecach swetra dodaje mu oryginalności. Do tego alien czapka, jak nazywa takie nakrycia głowy mój B. :D Ciekawe dlaczego? :D :D :D I ramoneska i sztyblety, ze skóry ekologicznej bodajże. Luzaczek, zwyklaczek gotowy :D Miłego tygodnia!

skóropodobne leginsy, burgundowy sweter w warkocze - Reserved 
ramoneska - Stradivarius 
sztyblety - sequinshoes
biżu - Cropp
torba - vintage
czapka - nie pamiętam ;)
Blogging tips