LOTD: luzaczek na pogodę i niepogodę ;)

4 komentarze
Dziwne mamy tegoroczne lato - raz jest ciepło, raz zimno, pogoda w kratkę ;) Człowiek głupieje i nie wiadomo, jak się ubrać. Rano wychodzę z domu, jest zimno, więc narzucam na siebie cieplejsze ubrania, a potem umieram z gorąca. Albo na odwrót, rano ubiorę się lekko i przewiewnie, a po południu trzęsę się z zimna :/ I tak źle, i tak niedobrze... A jak jeszcze zacznie padać deszcz to w ogóle można się pochlastać :/ W takim czasie staram ubierać się warstwowo, jak cebula ;) Albo jak ogr :D Znacie, nie ;) 
Shrek: Ogry są… mniej więcej jak cebula! 
Osioł: Śmierdzą?! 
Shrek: Tak… nie! 
Osioł: Bo się od nich płacze? 
Shrek: Nie! 
Osioł: Bo jak się je zostawi na słońcu, to robią się brązowe i rosną im włoski? 
Shrek: NIE! Warstwy! Cebula ma warstwy! Dociera? Ogry mają warstwy… 
Osioł: Aaa… więc ogry mają warstwy…! Wiesz, nie wszyscy lubią cebulę…
Tak więc, od której strony by nie patrzeć, warstwy są całkiem w porządku i często gęsto się przydają ;) Taka dresowa ramoneska na przykład jest super. Ma kolor szary, ma ćwieki, mimo bluzowego materiału nie jest tradycyjną bezkształtną bluzą, ale ma formę ramoneski (który to krój uwielbiam), a jednocześnie jest milutka i bardzo przyjemnie się ją nosi. Bardzo ją lubię, jest jednym z bardziej uniwersalnych ubrań jakie posiadam. Gdy robi się chłodniej narzucam ją na ramiona i już jest mi ciepło, gdy słoneczko zaczyna przygrzewać zrzucam ramoneskę i cieszę się ciepełkiem w krótkim rękawku :) Żyć nie umierać :D
dresowa ramoneska - Reserved
t-shirt w paski - Camaieu
sandały z ćwiekami - Heavy Duty
dżinsowe marchewy - Extreme

LOTD: refreshing mint

6 komentarze
Gorąco. Nareszcie. Czekałam. Na. Taką. Pogodę. Ale. Teraz. Czuję. Się. Mega. Zmulona. Ale. I. Tak. Jest. Fajnie. Nareszcie. Prawdziwe. Lato. A. Ja. Wam. Serwuję. Orzeźwiającą. Miętę. Enjoy.
Zobacz stylizację w - MODNAPOLKA.pl
miętowe rurki - H&M
beżowe mokasyny - CCC
boho torba worek - Cropp
bluzka w nadruk w piórka - Camaieu
miętowy szal - Top Secret
beżowa marynarka - nie pamiętam ;)

DIY: Morska woda loków doda – przepis na sól morską do stylizacji włosów

21 komentarze
Mam proste włosy, ale bardzo lubię swoje włosy po kąpieli w morzu. Są w „artystycznym” nieładzie, robią się lekko kręcone i trochę sztywne. Taki surferski look jest typowo wakacyjny, kojarzy się z rozgrzaną słońcem plażą i orzeźwiającym morzem :) Odkryłam, że mogę go osiągnąć dużo prostszym sposobem niż moczenie się w morzu ;) Efekt kręconych, falowanych, potarganych i lekko matowych włosów zapewnią nam produkty do stylizacji włosów z solą morską. Szkoda mi było pieniedzy na kupowanie takiego kosmetyku  i postanowiłam „ukręcić” go samodzielnie. 
Podstawowy przepis na sól morską do stylizacji włosów to: 
ok. pół szklanki wody (ja użyłam mineralnej, ale można też zwykłej kranówy albo przegotowanej) 
dwie-trzy łyżeczki soli (ja używam zwykłej albo soli z Morza Martwego) 
Wszystko mieszamy w buteleczce z atomizerem i voila, woda z solą morską gotowa ;) Ponieważ lubię lekki zdrowy połysk na włosach i chciałam przy okazji odżywić włosy, zrezygnowałam z całkowicie matowego efektu i dodałam do mieszanki łyżkę olejku arganowego (można kombinować z innymi). Aby płyn miał ładny zapach można dodać kilka kropel olejku zapachowego. Dla większego utrwalenia fryzury można dolać do mikstury trochę żelu do włosów w płynie, ja jednak z tej opcji teraz zrezygnowałam, ale za to wgniotłam we włosy odrobinkę żelu. 
Uzyskanym płynem spryskałam obficie suche włosy i energicznie je ugniatałam, również pomagając sobie cienkim ręcznikiem :D I koniec :) Na moich półdługich włosach efekt może nie jest spektakularny, ale mi sie podoba i jest to zawsze jakaś odmiana codziennego looku :D Na długich włosach spray ten pomoże w uzyskaniu efektu morskich fal, dziewczyny marzące o falowanych czy też lekko kręconych włosach powinny być usatysfakcjonowane ;) Wykonanie tego spray’u jest tak proste i tanie, że aż szkoda nie spróbować ;)

LOTD: spacer brzegiem morza...

7 komentarze
Spacer nad morzem w okresie wakacyjnym bezwzględnie należy się każdemu. Najlepiej po pustej plaży, z dala od wszelkiej cywilizacji... Z morska bryzą świszczącą w uszach i plączącą spódnicę wokół kostek, ze słońcem opalającym skórę, z piaskiem skrzypiącym pod stopami, z falami dopadającymi znienacka i chłodzącymi rozgrzane ciało. Niestety, w sezonie trudno znaleźć taki opustoszały raj... Najczęściej trzeba slalomem omijać grajdołki z człowiekami zamieniającymi się w skwarki, wszędzie kręcące się rozkrzyczane i radosne dzieci sypiące piaskiem we wszystkie strony, dziewczyny kuszące ledwo co okrytymi ciałami i zarzucające sieci na przystojnych ratowników i innych przedstawicieli płci męskiej, oraz tychże osobników stosujących jakże subtelną metodę pod wdzięczną nazwą "małpie zaloty" ;) Ach, lato i jego uroki! Ale gdyby przypadkiem udało Wam się znaleźć odludne miejsce, to uważajcie - możecie niespodziewanie natknąć się na pary romantycznie baraszkujące na plaży pod wydmami ;) I zamiast nostalgicznego filmu drogi będziecie mieli okazję oglądać sceny naturalistyczne i intymne... Kino letnie pod chmurką zaprasza! :D
spacer brzegiem morza... - MODNAPOLKA.pl
spódnica maxi - Camaieu
etniczna torba worek - Cropp
sandały-japonki - CCC
półprzejrzysta koszulka - Carry
dżinsowa koszula - Orsay

Recenzja: Ratunek dla słabych, rozdwajających się paznokci - olejek BarbraPro!

1 komentarze

Dzisiaj opowiem Wam krótko o olejku do skórek i paznokci suchych, podatnych na uszkodzenia i pękanie BarbraPro Colour Alike. Nie będę Wam ściemniać – ten olejek jest re-we-la-cyj-ny! Rzadko kiedy zdarza się, że jestem zachwycona jakimś kosmetykiem, zawsze znajdę jakieś ale, wypatrzę jakieś niedoskonałości i niedogodności. Olejek BarbraPro należy do tych nielicznych wyjątków, które skradły moje serce. Dlaczego? Powód jest banalny – po prostu uratował on moje paznokcie. Po szkodach, jakie narobiłam odżywką Eveline 8w1 (paznokcie cienkie, łamiące się, rozdwajające nie tylko na końcach, ale wręcz na środku płytki O_O) olejek Barbry był uzdrowicielskim balsamem na moje paznokcie ;) Używałam go bez przerwy trzy tygodnie, codziennie wieczorem nakładając na paznokcie i skórki, i pozostawiając na całą noc. Czasami go wcierałam, czasami nie. Na początku byłam nieufna, ale już pierwsze dni używania przekonały mnie o cudownych właściwościach tego olejku. Potem było już tylko lepiej. W efekcie miałam nawilżone, gładkie skórki wokół paznokci. A same pazurki były mocne, twarde, nie łamały się, nie pękały i nie rozdwajały! Po trzech tygodniach zrobiłam miesięczną przerwę, w trakcie której paznokcie się „nie zepsuły”, do tej pory są zdrowe i wręcz niewiarygodnie mocne :) Skórki troszeczkę się posypały, ale taka jest ich natura, muszę je cały czas odżywiać i nawilżać. Dlatego wracam do olejku – będę go używać dwa-trzy razy w tygodniu, jak sobie przypomnę :D Cóż mogę jeszcze dodać? Osobiście lubię formę olejków w pielęgnacji, więc nie przeszkadza mi to, że odrobinę tłuści. Rekompensuje mi to intensywnie pomarańczowy zapach olejku – jest świetny, bardzo go lubię! Olejek jest niesamowicie wydajny, na zdjęciach widzicie buteleczkę po trzech tygodniach używania – zużycie jest znikome. Cena 14 zł za 7ml jest bardzo przyjazna dla kieszeni, ja kupiłam go w sklepie internetowym Colour Alike, ale można go dostać również w drogeriach stacjonarnych.

Jeżeli ja Was nie przekonałam, to oto co pisze o olejku jego producent: 
Stanowi unikalną kompozycję naturalnych olejków o energetyzującym zapachu słodkiej pomarańczy. Olej Jojoby, będący głównym składnikiem produktu, intensywnie regeneruje i odżywia paznokcie nadmiernie wysuszone, podatne na uszkodzenia i pękanie. Wzmacnia paznokcie oraz, działając aktywnie na ich macierz, przywraca naturalną elastyczność i stymuluje ich wzrost. Systematycznie stosowany (2-3 razy dziennie przez okres 5 dni) pozwala zregenerować zniszczony i popękany naskórek. Sposób użycia: Może być stosowany z powodzeniem zarówno jako środek profilaktyczny, jak i leczniczy. Profilaktycznie – wieczorem 1-2 razy w tygodniu. Leczniczo – 3 razy dziennie przez 5 dni (przy bardziej wysuszonym, popękanym i obolałym naskórku – wskazana kuracja trzytygodniowa). Nałożyć 1 kroplę na czystą płytkę paznokcia, delikatnie wmasować, koncentrując się na macierzy paznokcia. 

I jak myślicie, warto się skusić? Moje paznokcie mówią same za siebie :D Btw, jestem jeszcze ogromnie ciekawa serum do paznokci suchych i rozdwajających się Barbry i lakierów do paznokci Colour Alike, pewnie niedługo cosik zakupię :D A olejek do skórek i paznokci suchych, podatnych na uszkodzenia i pękanie BarbraPro szczerze polecam!

FOLLOW TELEPORT WITH BLOGLOVIN :)

1 komentarze
Follow on Bloglovin 
Jak już pewnie wiecie, jutro najprawdopodobniej przestanie działać sieć znajomych google i przestaniecie mieć możliwość obserwowania mojego bloga przez Google Reader (100% pewności nie mam, więc lepiej się zabezpieczyć, tak na wszelki wypadek ;)). A nieobserwowanie mojego bloga byłoby niepowetowaną stratą, nieprawdaż ;) Zapraszam więc do obserwowania Teleportu przez portal Bloglovin - możecie to zrobić klikając w baner powyżej. Możecie również łatwo importować listę obserwowanych przez siebie blogów - jeżeli macie już konto na Bloglovin wystarczy KLIKNĄĆ TUTAJ i już :) Polecam ten sposób - jest łatwo i przyjemnie :) Później możecie bez problemów cieszyć się swoimi ulubionymi blogami zebranymi w jednym miejscu, a kto wie, może odkryjecie jakieś nowe świetne blogi :) Buziaki, dobrej nocy i jeszcze raz zapraszam do obserwowania Teleportu na platformie Bloglovin :)

Dopisek poranny: Aha, spotkałam się z pytaniami i wątpliwościami, dlaczego niektóre blogi istnieją na bloglovin kilka razy, np. z rozszerzeniem "se". Znaczy to, że ktoś inny, nie wy-autorzy bloga, zgłosiliście swój blog na bloglovin. Pytanie, jak teraz sprawić, żeby ten "bezautorski" blog zyskał autora, czyli Was. To bardzo proste - musicie zgłosić swoją osobę jako autora danego bloga i bloglovin musi to zweryfikować. Procedura nie jest skomplikowana ;) Trzeba wejść w zakładkę My blog -> Claim blog. Otworzy się Wam okienko wyszukiwania, w którym musicie znaleźć swój blog (moze się okazać, ze jest ich kilka, z różnymi rozszerzeniami). Gdy już znajdziecie swój blog (bez Was przyposanych jako autora), trzeba na niego kliknać i powinien się Wam pojawić kod html, który trzeba wkleić w nowy post na swoim blogu, i go opublikować oczywiście (jest to swoiste potwierdzenie, że macie prawa do swojego bloga). Następnie wracacie na bloglovin i klikacie przycisk "claim blog". I już powinnyście być uznane za właścicielki i autorki swoich blogów, o czym powinien Was poinformować odpowiedni komunikat ;) Jakby coś było niejasne to instrukcje znajdziecie na Bloglovin w zakładce Help -> How do I claim my blog :) Powodzenia :)
Blogging tips