LOTD: bordo i kwiaty

14 komentarze
Cóż, dopadło i mnie... Wstrętne, podstępne choróbsko - przyplątało się i zaatakowało z ukrycia mnie niewinną... Jak mogło! Nadszedł czas kurowania się w łóżku, w domowych pieleszach. Pozwoliło mi to znaleźć chwilkę na obrobienie zdjęć ałtfitowych, co zaowocowało pojawieniem się tego postu. Co tym razem noszę na grzbiecie? Kwieciste spodnie z Orsay'a - po ostatnich kolorowych pastelowych skusiły mnie kwiaty podane w wyrafinowanej rozmytej formie ni to black&white ni to sepia. Spodobały mi się od pierwszego wejrzenia :) Do tego bordowy sweterek z Lidla, milutki i mięciutki. Ostatnio jestem coraz częstszym klientem Lidla, a jak obserwujecie mojego Instagrama i Facebook'a to wiecie, że oferta z września i października omal mnie nie zrujnowała :D Niemniej jednak jestem z zakupów bardzo zadowolona, chociaż w portfelu pustki ;) Stopy obute mam w mega wygodne burgundowe sztyblety z CCC. Ten kolor, ten fason! Ostatnio to moje ulubione obuwie! I kurtka, jakżebym mogła o niej zapomnieć! Piękna, wygodna, stylowa, bordowo-fioletowa parka, upolowana w Promodzie za pół ceny, dzięki koleżance (dzięki, Grażka!). Idealna na porę przejściową. W ogóle to początek jesieni upłynął mi na kompletowaniu odzieży wierzchniej i sportowej (chociaż nie tylko ;)) - płaszcz zimowy, płaszcz przejściowy, parka, i sportowe kurtki z Lidla. Teoretycznie jestem wyposażona na lata, ale nie pogardziłabym klasycznym beżowym płaszczem, i jeszcze jednym kolorowym, może czerwonym albo miodowym... Ale - "znaj proporcje mocium panie" i "co za dużo to niezdrowo"... Nie będę ich szukać z obłędem w oczach, za to oddam się teraz leniwemu zdrowieniu... Buziaki (takie wirtualne, żeby nie zarażać) i miłego weekendu!

LOTD: niebiesko mi ;)

12 komentarze
Zapomniałam. Na śmierć ;) Zupełnie wyleciały mi z głowy w natłoku powakacyjnych obowiązków i wczesnojesiennego zabiegania. Zapomniałam o tych zdjęciach, które od ponad miesiąca zalegają mi na kompie, zapomniałam o outficie, który cierpliwie czekał na prezentację na blogasku. Wrzesień, późne popołudnie, ostatni ciepły, letni, słoneczny dzień. Parking przed sklepem, Mamuśka w roli fotografa oraz przypadkowi przechodnie i klienci sklepu jako niezawodna publiczność i komentatorzy :D A w roli głównej odcienie niebieskiego - piękny nasycony kobalt, ciemny granat, uroczy jasny baby blue... W towarzystwie bieli i czerni. Wszystko utrzymane w abstrakcyjnych, wzorzystych, graficznych klimatach. Takie zestawienie :)
niebiesko mi! - MODNAPOLKA.pl
wzorzyste spodnie - H&M
przejrzysta bluzka - Carry
kobaltowa marynarka - Camaieu
graficzne koturny - CCC
biała kopertówka - Centro

Prawie płynny metal czyli nowe cienie Catrice Liquid Metal Eyeshadow

11 komentarze
Kto obserwuje mnie na Instagramie (do czego serdecznie zapraszam!), ten wie, że skusiłam się ostatnio na nowe cienie Catrice ;) Tak pięknie wyglądały i lśniły, że taka sroka jak ja nie mogła się powstrzymać... I kupiłam trzy kolory :D Bardzo lubię metaliczne cienie i pozostałe odcienie też mi się podobały, ale co za dużo to niezdrowo :D Chociaż nie wykluczam, że moja kolekcja się powiększy :D Dlaczego - o tym poniżej...
Słowo od producenta: Ten modny, chromatyczny cień tworzy iluzję płynnego metalu dla czarującego i lśniącego efektu. Jednolita, trwała i pudrowa tekstura zapewnia łatwą aplikację i tworzy fascynujący makijaż. Wyjątkowa struktura 3D przyciąga wzrok. 9 metalicznych odcieni o wysokim stopniu rozproszenia koloru. Cena sugerowana to 16,99 zł, ale teraz w Drogerii Natura są trochę taniej, bo po 14,99 zł. Wzięłam kolory:

020 Gold N' Roses - pudrowy róż ze złotym połyskiem

030 We Are The Champagnes - płynne złoto

090 Nougat It Right - czekoladowo-śliwkowy

Cienie mają tak ładne tłoczenia, że szkoda mi je było naruszyć, żeby zrobić dla Was swatche :D No ale, nie będę przecież na nie tylko patrzeć, nieprawdaż :D Zbyt wiele o samych cieniach nie powiem, bo użyłam ich dopiero jeden raz. Pierwsze wrażenie jest bardzo pozytywne - cienie mają piękny połysk, łapią światło, chociaż nie lśnią jak płynny metal. Konsystencję mają akuratną, taką jak lubię - pudrową, ale mięsistą i aksamitną, odpowiednio miękką (chociaż widzę, że mogą trochę się osypywać przy nakładaniu). Kolory są nasycone, można nimi zrobić mocny wieczorowy makijaż, ładnie łączą się ze sobą i dają się rozcierać, chociaż niestety tracą trochę przy tym na blasku (co z drugiej strony przy dziennym makijażu nie jest takie złe ;)) Co do trwałości, to się nie wypowiem, bo kładę cienie na bazę - w tej konfiguracji trzymały się nienaruszone cały dzień :) Będę je testować dalej, jak mi się uda to strzelę w weekend jakiś makijaż na bloga :D Poniżej zamieszczam swatche, które jak to zwykle bywa nie oddają całego ich uroku ;) Ale i tak wyglądają super, nie? I wcale nie kuszę :p
EDIT: Zapraszam na posta z makijażem sesyjnym w stylu glamour robionym cieniami Catrice :) KLIK!
Blogging tips