Święta, Święta i po Świętach...

18 komentarze
Święta minęły niepostrzeżenie szybko, jak zwykle ;) Mam nadzieję, że spędziliście je w miłej atmosferze, że odpoczęliście i mieliście czas na relaks i zabawę z rodziną. My braki w świątecznej atmosferze (brak śniegu zrobił swoje ;)) nadrabialiśmy graniem w planszówki, czytaniem i oglądaniem świątecznych filmów. No i jedzeniem pysznego jedzenia, przez co musiałam popuszczać paska :D Po Nowym Roku zaczynam ćwiczyć :D A Was zapraszam na kilka fot i na premierę mnie w nowym kolorze włosów :D Po przygodzie z nieudanym farbowaniem (przytrafiło mi się to samo co pewnej słynnej Ani ;)) musiałam ściąć włosy i znacznie je przyciemnić :D Teraz je regeneruję, odżywiam, nawilżam i wyglądam czasu, kiedy będę mogła je rozświetlić, chociaż refleksami, co nastąpi za niecałe dwa miesiące ;) I ciągle się przyzwyczajam do nowej wersji mnie, a to łatwe nie jest, po tylu latach w blondzie lub rudości :D A wigilijny outfit to bordowa sukienka z Mohito i biżuteryjny kołnierzyk z Croppa :)

Kosmetyk dobry na wszystko czyli Balsam do kąpieli Babydream fur Mama, Rossmann

11 komentarze
Mówi się, że jak coś jest dobre do wszystkiego, to jest do d… No cóż, balsam do kąpieli Babydream jest zaprzeczeniem tej zasady :D Odkryłam go już kilka lat temu, i nie wiem, jak to się stało, że jeszcze o nim nie pisałam na blogasku :D Pewnie wiele z Was też go zna i sobie chwali :) Dla mnie jest to kosmetyk uniwersalny, używałam go w niezliczonych sytuacjach, jest obowiązkową pozycją na wyjazdy w nieznane, takie na które trzeba spakować się w jeden plecak i jeszcze zadbać o to, by nie był zbyt ciężki ;) 

Balsam do kąpieli Babydream to kosmetyk multifunkcyjny, używam go do
- mycia włosów – świetnie zmywa oleje, nawilża i wygładza włosy, pozostawia je lekkie, puszyste i zdrowe (czasami, gdy moje włosy są w gorszej kondycji, to trochę je plącze, ale jest to do wytrzymania), 
- mycia ciała – doskonale sprawdza się jako żel pod prysznic (co jest jego pierwotnym przeznaczeniem ;)), nie wysusza skóry, a wręcz ją nawilża, 
- mycia twarzy – bardzo dobrze sobie radzi z usuwaniem makijażu, potrafi zmyć nawet ten cięższy wodoodporny, nie szczypie w oczy, nie pozostawia nieprzyjemnie ściągniętej skóry, 
- higieny intymnej – nie wysusza, nie podrażnia, nie szczypie, łagodzi podrażnienia,
- mycia pędzli – skutecznie usuwa zanieczyszczenia jednocześnie pielęgnując włosie. 
W ekstremalnych sytuacjach zdarzało mi się zrobić nim pranie i umyć naczynia, oraz golić nogi z jego pomocą, i też dał radę ;) 

Balsam ma świetny skład, opracowany specjalnie dla kobiet w ciąży – zawiera proteiny serwatkowe i duże ilości naturalnych olejów roślinnych o silnym działaniu nawilżającym, nie zawiera olejów mineralnych i silikonowych oraz barwników i konserwantów. Opis działania i skład możecie przeczytać na zdjęciu powyżej. Używanie tego produktu należy do przyjemności – zapach jest delikatny i niedrażniący, kosmetyk dobrze się pieni i skutecznie myje. Nie wysusza, nie podrażnia, nie uczula, nie zapycha, koi i łagodzi podrażnienia, nawilża i lekko natłuszcza. Duża butla 500ml kosztuje ok. 10zł, jest dostępna w każdym Rossmannie, gdzie często można go kupić w promocjach. Jest dla mnie niezbędnikiem w czasie wypadów rowerowych i pieszych, gdy nocujemy pod namiotem  zabieram go ze sobą w mniejszej buteleczce, bo jednak 500ml to sporo za dużo na tego typu wycieczki. Balsam jest dosyć wydajny, chociaż ma bardzo lejącą, mleczną i rzadką konsystencję, co dla niektórych może być minusem. Jako kosmetyk wielofunkcyjny sprawdził się też w pielęgnacji męskiej, w trakcie wyjazdów używam go na spółę z moim B., który też go polubił ;) A faceci zazwyczaj są bardziej wybredni przy wyborze kosmetyków, więc taka opinia to nie w kij dmuchał ;) Słowem – świetny kosmetyk za niewielką cenę, szczerze polecam, dobrze go mieć w swojej łazience!

LOTD: krata, futro i musztarda

19 komentarze
Po raz ostatni witam Was w blond włosach ;) Jak pisałam na Instagramie i Facebooku, przechodzę obecnie bad hair day, a to z powodu niezbyt udanego farbowania, delikatnie rzecz ujmując ;) Zaryzykowałam farbowanie swoich blond włosów farbą, która w zamierzeniu miała nadać moim włosom kolor opisany jako jasny, naturalny brąz. No cóż, ryzyko się nie opłaciło i wylądowałam z ciemnymi włosami koloru ziemi, na dodatek przypruszonymi lekką siwizną i zaczynającymi lekko zielenieć na końcach O_O Zgroza! Mam nadzieję, że pani fryzjerka uratuje co nieco z moich włosów i w weekend będę już wyglądać jak człowiek... Trzymajcie kciuki! Co do stroju, jaki jest każdy widzi ;) Generalnie niechętnie opisuję to co mam na sobie, staram się by ewentualne opisy były krótkie i zwięzłe, wolę by zdjęcia mówiły same za siebie. Ale z drugiej strony czuję się zobowiązana, by jednak coś skrobnąć. Ciekawa jestem, czy w ogóle czytacie te opisy i czy są one dla Was potrzebne albo interesujące??? Napiszcie proszę, co o tym sądzicie :) :) :) A przechodząc do rzeczy - koszula w czerwono-czarną kratę, z kieszeniami, jest obecnie moim ulubionym odzieniem "po domu". Wbijam się w nią codziennie po przyjściu z pracy, gdy mogę się wyluzować w domowych pieleszach. Miodowe czy też musztardowe dżinsy to nowość na blogu - kupiłam je w trakcie letnich wyprzedaży, i nadal nachodzą mnie wątpliwości co do tego koloru :D Nigdy nie przepadałam za miodowym, dopiero w tym roku mnie ruszyło na tyle, że znalazł się nawet w moim liście do Gwiazdora :D Ogólnie połączenie musztardowego z czerwonym jest dosyć odważne i stanowi pewnego rodzaju eksperyment :D Ale ciągle rozpracowuję ten kolor i kombinuję z czym go łączyć :D Futrzana kamizelka to zdobycz z poprzedniego roku, którą niezmiennie uwielbiam ;) Tutaj występuje głównie w roli ocieplacza, bo zaczęło trochę wiać, ale generalnie została chwycona bez zastanowienia, w biegu do zdjęć i kolorystycznie trochę odstaje od reszty ubioru ;) Cały zestaw jest luzacki i mega wygodny, w sam raz na leniwe popołudnie, które spędziłam z książką w domu :)
musztardowe dżinsy - C&A
koszula w kratę - Bershka
futrzana kamizelka - Orsay
bordowe sztyblety - CCC


Photo session: Dziewczyna Zorro ;)

36 komentarze
Zaszaleliśmy ostatnio z fotografem-Krzyśkiem, i modeliną-Sylwią "Kropą" :D Jak to zwykle bywa przy spotkaniu dawno nie widzianych znajomych, było dużo śmiechu i gadania, przez co makijaż trwał dwa razy dłużej niż zazwyczaj :D Było malowanie, a nawet więcej - bo oprócz "czernienia" (cieniem Inglota) było klejenie koronki, odciskanie wzorków, posypywanie brokatem i tak dalej... Wszystko po to, by otoczyć piękne oczy Sylwii czarną maską, która zamieniła ją w tajemniczą piękność, w dziewczynę macho wszechczasów jakim jest Zorro :) Mi efekt bardzo się podoba - wiadomo, nie jest to makijaż dzienny :p, ale na Sylwestra albo karnawał jak znalazł :D Jak się Wam podoba?

Zdjęcia zza kulis, czyli bekstejdże zobaczycie na moim Instagramie (oprócz jednej foty, którą wstawiam poniżej, a na której zobaczycie Sylwię z czerwonymi ustami, z których ostatecznie zrezygnowaliśmy, i mnie w outficie w azteckiej bluzie, który zobaczycie w poprzednim poście). 
Inne odsłony Sylwii obejrzycie po kliknięciu na poniższe zdjęcia :)

LOTD: szaro, zimno i... etnicznie ;)

20 komentarze
Już grudzień, a to znaczy, że skończył się najmniej lubiany przeze mnie miesiąc w roku. Co prawda nadal jest zimno i mało słońca, ale coraz bliżej Święta! Bardzo pocieszający fakt! Należę do tej grupy naszego narodu, która w zimę narzeka na pogodę. No nie lubię tej ciągłej pluchy, dobija mnie porywisty zimny wiatr, padający za kołnierz ulewny deszcz i notoryczny brak słońca, i już! Jednak w grudniu staram się skupić na przygotowaniach do Świąt, na kupowaniu i własnoręcznym przygotowywaniu prezentów dla bliskich, co sprawia mi dużo frajdy :D Sama też piszę listę prezentową, tak więc jak nie macie pomysłów na prezenty to zapraszam, zajrzyjcie do mojego listu do Świętego Mikołaja wersja 2013 i wcześniejsza 2012, może Was zainspiruję :D Polecam też mini poradnik zakupowy czyli jak kupować by uniknąć bubli w drogerii :) A tymczasem pokazuję Wam mój ostatni strój dnia, na który składała się czarna ołówkowa spódnica z wężowym nadrukiem, luzacka szara bluza z azteckim printem, kozaki również w aztecki wzór, no i mój ostatni zakup - ciepła szara czapka z futrzanym pomponem :D
Stylizacja: szaro, zimno i... etnicznie

Blogging tips