Clarins, Beauty Flash Balm. Natychmiastowy upiększacz cery czy bujda na resorach?


Dziś będzie mowa o kosmetyku kultowym, acz kontrowersyjnym. Mającym masę zwolenniczek i tyle samo przeciwniczek. Nie wzbudzającym letnich uczuć. W wielu Kobietach budzącym ciekawość połączoną z obawą ;) Mowa o błyskawicznej maseczce upiększającej Beauty Flash Balm marki Clarins. Ukochanej maseczce rzesz Kobiet, które bez niej nie wyobrażają sobie życia. Znienawidzoną przez inne, które nie widząc efektów pluły sobie w brodę i żałowały wydanych pieniędzy. Ja sama do recenzji tej maseczki zabierałam się jak pies do jeża… Dlaczego?

Zacznę od obietnic producenta. Maseczka Beauty Flash Balm Clarins to wyjątkowy zastrzyk piękna, który natychmiast eliminuje wszystkie oznaki zmęczenia. Zapewnia natychmiastowy efekt upiększający, jest doskonała do każdego rodzaju skóry. Po jej użyciu rysy twarzy wyglądają na wypoczęte i wygładzone. Pozostawia skórę miękką w dotyku, wzmacnia ją i regeneruje. Napina i modeluje owal twarzy: skóra jest jędrna i elastyczna. Zapewnia cerę pełną blasku i trwały, niewiarygodnie świetlisty i promienny makijaż. Jest doskonałym produktem przed pracowitym dniem lub wieczornym wyjściem. Nieźle, nie? :) Ale to nie wszystko ;) Kosmetyk można stosować 2-3 razy w tygodniu po 10-15 minut jako maseczkę na twarz i okolice oczu albo przed nałożeniem makijażu jako bazę i balsam upiększający. Obietnice obietnicami, jednak patrząc na skład BFB pojawiają się wątpliwości. Maseczka zawiera: 
- wyciągi z oliwki i oczaru wirginijskiego: poprawiają napięcie i koloryt skory, dodają blasku;
- wyciąg z alg morskich: pobudza odnowę komórkową, ma działanie ożywcze;
- glikoproteiny z mleka: mają działanie nawilżające;
- bisabolol: łagodzi podrażnienia, ma działanie kojące i zmiękczające;
- skrobię ryżową: działa oczyszczająco na naskórek.
Oprócz tego w składzie znajdziemy wodę, zagęszczacze, emulgatory, stabilizatory, konserwanty, barwniki i substancje zapachowe. No i dwa składniki, które wzbudzają moje wątpliwości, tj. podobno szkodliwy i potencjalnie podrażniający glikol propylenowy (Propylene Glycol) i potencjalnie zapychającą glicerynę (Glycerin). Nie jestem ekspertem w temacie składów, ale gołym okiem widać, że skład super naturalny nie jest ;)

I co z tego wynika? Tu pewnie Was zaskoczę :D NIC! Wbrew moim obawom maseczka w ogóle mi nie szkodzi, nie podrażnia ani nie zapycha. Powiem więcej – pomaga, jest skuteczna i bardzo ją lubię! Pierwszy raz miałam okazję używać próbki tej maseczki, gdy miałam dwadzieścia kilka lat. I cóż, rozczarowała mnie wtedy bardzo. Nie widziałam żadnego pozytywnego działania na skórę, nic ponad normę, ot zwykła maseczka. Lepiej sprawdziła się jako baza pod makijaż, zdecydowanie przedłużając jego trwałość. Ale to było dla mnie za mało i nie zdecydowałam na kupno pełnowymiarowego produktu. Po przekroczeniu magicznej trzydziestki dałam maseczce Clarins drugą szansę i to był strzał w dziesiątkę! Ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu, Beauty Flash Balm naprawdę działa!!! 

Używam jej zarówno jako maseczki, jak również jako bazy pod makijaż. Maseczkę zazwyczaj nakładam w momentach, gdy jestem zmęczona i widać po mnie ten stan – moja cera zaczyna być jakby przyszarzała i pozbawiona blasku. Nie nakładam jej zgodnie z zaleceniami producenta, czyli grubszą warstwą na 10-15 minut, ale niezbyt grubą warstwą na oczyszczoną skórę, najczęściej wieczorem i zostawiam na całą noc (czyli bardziej jak krem niż jak maseczkę). Rano budzę się z wypoczętą, jędrną, promienną skórą, wygładzoną i o wyrównanym kolorycie. Jako bazę pod makijaż stosuję BFB przed „wielkim” wyjściem lub gdy maluję Klientkę. Zazwyczaj nakładam ją na swój codzienny krem (solo nie nawilża i nie odżywia wystarczająco), następnie wklepuję cienką warstwę BFB i na to od razu podkład. Twarz staje się świetlista, bardziej napięta, pory i zmarszczki w magiczny sposób zostają wygładzone, makijaż (podkład, korektor, puder, róż) wytrzymuje na skórze o wiele dłużej - nie ściera się i nie spływa, a cera wygląda nienagannie przez długie godziny. Nie zauważyłam, żeby baza powodowała szybsze świecenie i przetłuszczanie się skóry. Czasami stosuję ją na sam obszar pod oczami - jako baza nie podrażnia oczu, za to delikatnie napina skórę i sprawia, że korektor (oczywiście użyty w rozsądnej ilości) nie wchodzi w zmarszczki i generalnie lepiej się trzyma. Sam kosmetyk jest bardzo przyjemny w użyciu - ma ładny kwiatowy zapach, brzoskwiniowy kolor i lekką kremowo-żelową konsystencję bez żadnych drobinek. Jest również wydajny, zwłaszcza że nie używam go na co dzień ;) Nie oceniam działania długofalowego maseczki, bo takowego nie oczekuję. Od tego mam inne kosmetyki pielęgnacyjne ;) Traktuję tą maseczkę jako ekspresowy ratunek zmęczonej skóry, taki "zastrzyk energii". To obiecuje producent i muszę przyznać, że w moim przypadku obietnice te są spełnione :)

Żeby nie było zbyt różowo, poruszę jeszcze dwie kwestie dot. Beauty Flash Balm. Pierwszą są negatywne opinie, spowodowane głównie wałkowaniem się kosmetyku i brakiem widocznych efektów. Co do rolowania się BFB - mi się to jeszcze nie zdarzyło, nawet gdy stosowałam go na krem. Przypuszczam, że kulkowanie się kosmetyku jest rezultatem jego niewłaściwego stosowania - zbyt duża ilość na raz, wsmarowywanie a nie wklepywanie, może niewystarczające oczyszczenie skóry przed aplikacją albo "niewspółgranie" z codziennym kremem... Co do efektów stosowania, jak już pisałam wcześniej, przy pierwszym podejściu BFB mnie nie zachwycił. Moja dwudziestokilkuletnia cera, młoda i jędrna, szybko regenerująca się, nie potrzebowała takiego kosmetyku, ponieważ doskonale dawała sobie radę sama. Nie widząc pozytywnych rezultatów nie widziałam sensu jego używania, mojej twarzy w tym czasie w zupełności wystarczały zwykłe maseczki nawilżające. Gdy moja skóra "dojrzała", efekt stosowania się pojawił ;) Może więc po prostu nie jest to kosmetyk dla każdej osoby, w każdym wieku, a może nie każda cera go dobrze toleruje? Warto wziąć to pod uwagę i przed zakupem pełnowymiarowego produktu poprosić o próbkę lub odlewkę w perfumerii, bo cena nie jest niska. I to jest druga kwestia - cena. Za plastikową buteleczkę w typowej dla Clarinsa stylistyce, o pojemności 50 ml, zapłacimy ok. 150 zł. Całkiem sporo, dlatego gdy już się zdecydujemy na zakup to polecam polować na promocje - mi udało się ją dostać za 100 zł.w perfumerii internetowej. Kosmetyk dostępny jest w Sephorze, Douglasie i innych perfumeriach, również internetowych.

Nie będę ukrywać - szarpnęłam się na Beauty Flash Balm z lekkim bólem serca, bo jednak mieć 100 zł i nie mieć 100 zł daje 200 zł (kto czytał Sapkowskiego ten wie ;)). Ale końcem końców uważam, że błyskawiczna maseczka upiększająca Clarins jest warta swojej ceny. Mimo niezbyt naturalnego składu krzywdy nie robi, nie zapycha ani nie podrażnia - a wręcz przeciwnie, Beauty Flash Balm w przedziwny sposób pomaga skórze twarzy, faktycznie natychmiastowo ją upiększając. Przyznam szczerze, że nie spotkałam się jeszcze z innym produktem tego typu, o takim działaniu. Dlatego polecam! I ciekawa jestem, co Wy sądzicie o tym kosmetyku? A może znacie jakiś tańszy zamiennik? 

15 komentarzy:

  1. Słyszałam o tym produkcie, że najlepiej się sprawdza dzień przed jakimś ważnym dniem, kiedy musimy mieć idealny makijaż oraz jako baza pod niego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to prawda, faktycznie najlepiej się sprawdza w takich sytuacjach :) Myślę, że przy codziennym używaniu nie dawałby tego efektu, nie byłoby tego WOW...:)

      Usuń
  2. chyba kupię mojej mamie ;) może i u niej się sprawdzi :)
    bardzo rzetelna recenzja ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi, że recenzja się podoba, fajnie że to doceniłaś :) Co do kupna Mamie, to bardzo dobry pomysł :) Wydaje mi się, że Beauty Flash Balm najbardziej docenią osoby, których skóra twarzy nie wraca tak szybko "do siebie" po np. zarwanej nocy, która jest zmęczona i nie jest promienna... Zazwyczaj dotyka to osoby po 30tce, gdy skóra nie regeneruje sie aż tak szybko jak u młodszych Kobiet ;) Ciekawa jestem, czy Twojej Mamie się spodoba ten kosmetyk :)

      Usuń
  3. Co to za lakier taki ładny? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To piaskowy lakier Wibo, bardzo go lubię :) Tutaj znajdziesz więcej zdjęć: http://eteleport.blogspot.com/2014/01/matowy-wisniowy-piasek-wibo-sand-effect.html :)

      Usuń
  4. Nie znam tego produktu ale grunt że ty jesteś zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń
  5. aż wstyd się przyznać ale widzę ją po raz pierwszy w życiu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A też tak mam z niektórymi "kultowymi" kosmetykami :D Tyle tego jest, kto by to zliczył i pamiętał ;)

      Usuń
  6. Przekroczyłam już 30 więc chyba najwyższa pora po nią sięgnąć :) Wcześniej o niej tylko słyszałam i były to pozytywne opinie. Ciekawy pomysł ze stosowaniem jej jako baza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Weź najpierw próbkę, w Sephorze dają bez problemów odlewkę :) Jako bazę używałam nie tylko na sobie, ale też przy makijażach ślubnych i sesyjnych, BFB dobrze współpracował z różnymi podkładami :)

      Usuń
  7. Nie znałam tego, ale Twoja opinia zachęca :) Tylko cena straszna. ...
    Ale moja cera po trzydziestce niestety nieraz nie jest już taka promienna, jak bym chciała buuuu
    Czas chyba zaopatrzyć się w takie mocniejsze specyfiki ...

    P.s.
    Nie chcę u Ciebie spamować, więc nie wklejam linka, ale na FB (odnośnik do fejsa znajdziesz na blogu po prawej) wstawiłam jedno zdjęcie z wczorajszej makijażowej sesji, chciałabym abyś zerknęła na róż, bo starałam się nakładać tak, aby nie znikał ze środka policzków w trakcie obróbki :) Daj znać, jak to teraz wygląda :-*

    Pozdrawiam gorąco. :-*:-*:-*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cena nie zachęca, to fakt :/ Ale ja zaczynam dochodzić do wniosku, że skoro mogę kupić buty czy ubranie za kilka stów, albo wydać sporo kasy na kolorówkę, to tym bardziej nie mam co oszczędzać na własnej twarzy ;) Postrzeganie mi się zmieniło, zaczynam inwestować w pielegnację, oczywiście w granicach rozsądku :) Krezusem nie jestem, niestety ;)
      Buziaki :*

      Usuń

TALK TO ME :D

Blogging tips