List do Świętego Mikołaja - Christmas Wish List 2015

3 komentarze

Nareszcie! Takie okrzyki wydobędą się z gardeł rodziny i znajomych, którzy jak co roku czekają na listę wymarzonych prezentów, które chciałabym znaleźć pod choinką :) Jak pokazały poprzednie lata taka lista życzeń jest bardzo pomocna dla obdarowujących i sprawia, że obdarowana jest później bardzo bardzo bardzo zadowolona :D Naprawdę warto ją tworzyć i udostępniać, polecam ten sposób każdemu :) W tym roku publikuję list do Świętego Mikołaja wyjątkowo późno, jakoś w ferworze codziennych zajęć nie mogłam się zebrać w sobie i zastanowić się nad tym, co tak naprawdę bym chciała dostać... Ale znając nadprzyrodzone moce niebiańskiego wysłannika moje opóźnienie nie będzie dla niego zbyt dużą przeszkodą ;) A przynajmniej taką mam nadzieję :D




LOTD: sowa zrobiona na szaro

9 komentarze
Szara sukienko-tunika w sowy jest moim ulubionym strojem w trakcie ciąży :) No bo jak tu jej nie kochać??? ;) Mega przyjemny materiał - miękka dzianina, która świetnie sprawdzała się zarówno w letnie wieczory, jak i jesienne chłodniejsze dni. Luźny krój, który dopasowuje się do powiększającego się brzuszka; fason, w którym nie czuję się jak w worku na ziemniaki ;) Popielaty kolor - a ja uwielbiam wszelkie odcienie szarości! No i ten print - przeurocze sówki ^_^ ^_^ ^_^ Taki wzór jest wesoły i wywołuje na mojej twarzy uśmiech praktycznie za każdym razem, gdy zobaczę siebie w lustrze ;) W ogóle wszystko mi w tej sukience pasuje :D A to naprawdę nie zdarza się zbyt często, jestem wybredna i zwykle jest tak, że zawsze znajdę jakieś ale, jakąś niedoskonałość, niedoróbkę, coś, do czego mogę się przyczepić... A tu nic!!! Czuję, że ta sukienka zostanie ze mną jeszcze dłuuugi czas :) U-hu!!!

Kreatywne diy: jak zrobić cotton ball lights - pytania i odpowiedzi

10 komentarze
Cottonki ciągle są niekwestionowanym hitem, nie tylko blogosfery ;) Zrobienie takiego łańcucha samodzielnie to świetna zabawa, polecam spróbować, zwłaszcza, że prezenty diy wykonane z myślą o danej osobie są zawsze w cenie :) Ja zrobiłam już kilka takich łańcuchów, nie tylko dla siebie, ale też dla rodziny i znajomych, w wersjach dopasowanych kolorystycznie pod gust obdarowanych osób. Sprawiłam im wiele radości, i wiem, że teraz, rok później, cottonki są ciągle w użyciu i rozświetlają ich domy :) Mój tutorial jak samodzielnie zrobić cotton ball lights ciągle wzbudza Wasze zainteresowanie i często dostaję pytania o różne szczegóły "produkcji". Postanowiłam zebrać odpowiedzi w jednym poście - mam nadzieję, że ułatwi to Wam pracę i zachęci do własnych robótek. Przy okazji dziękuję za wiele słów uznania i pochwał moich cottonków - bardzo miło jest mi je czytać ^_^ I zapraszam na sesję pytań i odpowiedzi :)

Zmiany zmiany zmiany - jak Teleport stał się The Lifeness :)

5 komentarze
Nastał czas zmian. Zmienia się moje życie - przygotowuję się na powitanie córy i za niecałe trzy miesiące spodziewam się totalnej rewolucji ;) Naturalną koleją rzeczy zmieni się również blog ;) Dojrzewałam do tej zmiany już dłuuugi czas, chciałam, żeby wszystko było na tip-top. Ale dochodzenie do stanu idealnego trwało i trwało i trwało, i ciągle było coś nie tak, ciągle coś mi nie pasowało :/ Najpierw problemem była nazwa i nagłówek bloga ("teleport" już mi naprawdę obrzydł ;)). Potem nie mogłam zdecydować się na szablon, ciągle też coś nie grało z kategoriami... Wstrzymywałam się z publikowaniem nowych postów, bo chciałam, żeby pojawiały się na moim nowym, idealnym blogu... A czas uciekał... 

Wyzwanie płaski brzuch w 50 dni i co z tego wynikło?

26 komentarze
Nie wiem, czy pamiętacie, ale w maju, przed wakacjami, postanowiłam wziąć się za siebie i podjęłam wyzwanie płaski brzuch w 50 dni. Wymarzyłam sobie lepszą kondycję, bardziej jędrną skórę, no i przede wszystkim wysportowany brzuszek, który będę mogła bez skrępowania pokazywać w bikini. Plan był ambitny - TUTAJ zobaczycie, jaki to morderczy trening sobie zaserwowałam. Czy wytrwałam? Czy mi się udało? Jakie efekty osiągnęłam? Zapraszam do dalszej części posta :)

ManiMonday: delikatny róż czyli 02 Chair Et Tendre La Laque by Bourjois

1 komentarze
Zapraszam Was na wpis lakierowy :) ManiMonday wyjątkowo pojawił się we wtorek, ale nie chciałam czekać z publikacją do następnego poniedziałku ;) A co tam, mój jest ten kawałek podłogi i czasami mogę przymknąć oko na niektóre zasady ;) Tak więc oto jest - subtelny odcień różowego w wersji od Bourjois ;) Przygotujcie się na dużo zdjęć i na urzekające dziewczęce kolory. Powiało romantyzmem, prawda? ;) Niestety, aż tak słodko nie będzie, spodziewajcie się raczej goryczy...!

LOTD: plum plum plum

8 komentarze
Cześć! Witam Was dzisiaj w kolejnym zwyklaku ;) Takie ot czarne dżinsy udające mokre, śliwkowa satynowa bluzka we wzorek i czarne klasyczne sandałki. Bardzo często chodzę ubrana w tak klasyczny i nieskomplikowany sposób. Chociaż teraz, w okresie letnim, w mojej garderobie przeważają jednak sukienki. A zwyklaka tego odgrzebałam przypadkiem z czeluści dysku ;) Też tak czasami macie, że zrobicie zdjęcia, których nie wykorzystacie od razu, które leżakują miesiącami, aż w końcu po kilku miesiącach przypominacie sobie o nich w najmniej spodziewanym momencie albo odkrywacie je przypadkowo wśród innych fotek? Mi się to zdarza nader często. Powiem więcej, często zostawiam sobie selekcję zdjęć na bloga i ich obróbkę na później, bo jestem wtedy bardziej obiektywna, łatwiej jest mi wybrać foty, które mi się podobają i w ogóle cały proces tworzenia posta przebiega szybciej. Chyba nie mogłabym być zawodowym fotografem, bo klienci czekaliby na zdjęcia miesiącami ;)

LOTD: koniec lata

11 komentarze
Wrzesień to dobry czas na nowy początek. I na powroty. Wracam więc po nieplanowanej przerwie wakacyjnej. Stęskniłam się za blogowaniem, tak po prostu ;) I cieszę się z tego powrotu ogromnie! Mam nadzieję, że jeszcze pamiętacie, że gdzieś tam w czeluściach sieci jest sobie taka niepozorna Yenn, i że przyjmiecie jej powrót z życzliwością w sercu i z uśmiechem na ustach :) Bo będzie mnie w blogosferze więcej i częściej, i trochę inaczej niż do tej pory. Idą zmiany, ale o nich później ;) Daję sobie jeszcze chwilkę na przetrawienie swoich decyzji i postanowień i doszlifowanie wszystkiego, zanim Was z tymi zmianami zapoznam. I daję sobie chwilę na ponowne zanurzenie się w blogowaniu, na rozsmakowaniu się w nim i znalezieniu swojego rytmu. Co nagle to po diable, jak mówią mądrości ludowe ;) A Was pozostawiam z sobą wakacyjną, uśmiechniętą i wyluzowaną :) Ubraną w luźną zwiewną sukienkę z H&M - oprócz tego, że jest mega wygodna to zakochałam się w jej kolorze i wzorze na materiale, takim trochę orientalnym. Było to w sumie najczęściej noszone przeze mnie ubranie w te wakacje, ten krój i falbanka sprawiały, że czułam się w tej sukience jak mała dziewczynka :D Nie sądziłam, że aż tak przypadnie mi ona do gustu, ale muszę przyznać, że ta sukienka jest przeurocza i wyjątkowo udana :) Ok, uciekam, a Wam ślę moc pozytywnej energii, radości i spokoju, i z niecierpliwością czekam na nasze kolejne spotkanie :) Buziole!

LOTD: przedsionek lata

13 komentarze
Czerwiec w tym roku bardziej przypomina marzec niż taki prawdziwy gorący czerwiec. Nie ma upałów, za to jest przenikliwy wiatr i od czasu do czasu deszcz. A ja chciałabym już wskoczyć w cienką sukienkę i sandały, marzą mi się szorty i koszulka na ramiączkach albo romantyczna suknia maxi. Niestety zimne wietrzysko skutecznie mnie od tych pomysłów odciąga. Nie pozostaje mi nic innego jak sięgnąć po spodnie i koszulę – zestaw dobry na każdą okazję i pogodę. Ale liczę, że aura niedługo się zmieni! Truskawki na straganach są tego dobrą zapowiedzią ;)

Podróż sentymentalna czyli 13 wspomnień z dzieciństwa

8 komentarze
Przy okazji nadchodzącego Dnia Dziecka chciałam Was zaprosić w podróż do przeszłości, a konkretniej do czasów dzieciństwa :) Każdy z nas ma wspomnienia, które są szczególnie drogie jego sercu. Rzeczy albo czynności, obowiązki i zabawy, które kiedyś sprawiały masę radości albo nienawidziliśmy ich całą sobą, teraz wspominamy z uśmiechem na ustach i rozrzewnieniem w sercu. Zapraszam Was więc w podróż sentymentalną :) 

Wyzwanie! Płaski brzuch w 50 dni :)

20 komentarze
Wakacje coraz bliżej, a mój brzuch przypomina oponkę Michelina :/ ;) Ale cóż się dziwić, przez ostatnie kilka lat zapracowałam na taki stan rzeczy ;) Mało ruchu, osiem godzin siedzenia w pracy przed komputerem i następne kilka w domu, do tego podjadanie nie zawsze zdrowych przekąsek i nie zawsze w małych ilościach… Nie będę ukrywać, że nie jestem niejadkiem i na słowo dieta przechodzą mnie nieprzyjemne dreszcze ;) Skutek takiego trybu życia to słabe mięśnie i wystający brzuch, do tego niezbyt jędrna skóra i trochę nadprogramowego tłuszczyku… Nie chcę tak wyglądać! Chcę, by mój brzuch był płaski, skóra bardziej napięta i elastyczna, a kondycja lepsza. Wprawdzie lubię kobiece krągłości i nie dążę do sześciopaka na brzuchu, ale chcę móc bez skrępowania założyć bikini w wakacje :) Postanowiłam więc wziąć się za siebie! 

Mam dwa cele: 

  • wzmocnić mięśnie brzucha, pleców i korpusu, 
  • pozbyć się tłuszczyku i ujędrnić skórę na brzuchu.  

I już zaczęłam je realizować :) Jak, przeczytacie dalej :)

LOTD: wzburzone morze

7 komentarze
Mieszkam nad morzem. Myślę, że to stwierdzenie nie będzie nadużyciem, w końcu do morza mam niecałe 10km ;) Jednak jak to zwykle bywa, nie korzystam z tego dobrodziejstwa zbyt często :/ Latem praktycznie wcale nad morze nie jeżdzę. Odstrasza mnie wszechobecny tłok, hałas i komercja. Jakoś tak mam, że nad morzem chcę słyszeć szum fal rozbijających się o brzeg, a nie muzykę "umcyk umcyk" walącą na cały regulator z głośników. Że chcę przesypywać między palcami czysty piasek, a nie taki wzbogacony petami albo papierkami po slodyczach. Że chcę spokojnie siedzieć lub leżeć, wpatrywać się w morze i liczyć fale, a nie wpatrywać się w rozgrzane ciała innych plażowiczów i uchylać przed piaskiem sypanym przez wszędobylskie dzieci. Oczywiście, to też ma swój urok i smaczek, ale na dłuższą metę jest nie do wytrzymania ;) Ot, taka ze mnie romantyczka ;) Co innego morze poza sezonem. Opustoszałe plaże, wzburzone fale, porywisty wiatr hulający bez przeszkód i igrający z moimi włosami. Zawsze po takiej wyprawie mam kołtun na głowie i zawsze jestem szczęśliwa...

Nareszcie! -49% na kolorówkę w Rossmannie! Co warto kupić?

14 komentarze
Bardzo mnie cieszą akcje promocyjne w Rossmannie :D Co pół roku, przed sezonem letnim i zimowym, mogę uzupełnić braki w kosmetyczce albo wypróbować nowości bez wyrzutów sumienia, że przecież mam już tyyyleee kosmetyków, po co mi kolejne ;) Wiem wiem, świadomie daję się podejść marketingowcom Rossmanna ;) Ale kupić kosmetyki -49% taniej, albo 2 w cenie 1 – takiej okazji się nie przepuszcza :D Oczywiście, jest to zazwyczaj drenaż kieszeni / portfela / skarbonki, ale też jednocześnie jaka oszczędność! Ponieważ jednak staram się kupować racjonalnie i unikać bubli, to bardzo chętnie zapoznaję się z opiniami na blogach o tym, co warto wrzucić do koszyka. W tym roku sama przygotowałam dla Was takie zestawienie – jest w nim 21 kosmetyków, które są bardzo dobre i które szczerze polecam. Zerknijcie więc na infografikę z moimi ulubionymi kosmetykami kolorowymi, na które warto się skusić nawet bez promocji ;) Moją krótką opinię o tych hitach kosmetycznych, jak również moje plany zakupowe na tegoroczną promocję znajdziecie w dalszej części postu :) Zapraszam!

ManiMonday: elegancki brudny róż czyli 06 Chic Matte by Wibo

10 komentarze
Są sławne na całą blogosferę. Słyszała o nich chyba każda lakieromaniaczka. Niedrogie, łatwo dostępne, a przy tym dosyć proste w obsłudze. Gama kolorów i efektów jakie dają potrafi przyśpieszyć bicie serca i wywołać błogi uśmiech zachwytu na twarzy. Mowa oczywiście o lakierach do paznokci Wibo. Jestem szczęśliwą posiadaczką kilku buteleczek, uwielbiam zwłaszcza lakiery piaskowe, i z ciekawością testuję nowe kolekcje. Dzisiaj może nie taka aż nowość, ale warto na nim zawiesić oko – matowy lakier do paznokci Wibo Chic Matte w odcieniu 06.

Przetestowałam, polubiłam #4

18 komentarze
Ostatnio wzięło mnie na posty zbiorcze, podsumowujące ;) Sama bardzo lubię czytać na blogach mini recenzje, denka, haule, jak również posty polecające inne blogi, ciekawe strony i konta instagramowe. Zazwyczaj znajdę w nich coś dla siebie, co jest zgubne dla mojej kieszeni, ale w końcu po to zarabiam pieniądze, by czasami coś sobie kupić, nie? ;) Dzisiaj ja będę kusicielką - zapraszam Was na krótkie opinie o kosmetykach, których ostatnio używam i którymi się zachwycam :D Może też się w nich zakochacie ;)

You made my day #9

15 komentarze
Witam powielkanocnie! Ziewająca. Niewyspana. Zawieszona między zimą a wiosną. Zmęczona Świętami. Bogatsza o kilka kilogramów, które nie wiedzieć czemu znalazły miejscówkę na mojej talii i brzuchu ;) A raczej brzuszysku ;) ;) ;) Na szczęście moja głowa działa dalej sprawnie, choć jest trochę przymulona - nie zaatakowało jej nic oprócz rodziny (świąteczno-poniedziałkowy obiadek) i nożyczek (przedświąteczna wizyta u fryca, po której mój B. nie dostał kilkudniowej traumy, więc coś jest nie halo ;)) Pomiędzy jedzeniem, jedzeniem, graniem w Neuroshimę, jedzeniem, czytaniem książki Radzkiej, jedzeniem, oglądaniem filmów i Homeland (love!) udało mi się wyszperać kilka blogów-perełek. Którymi niniejszym dzielę się z Wami w tymże poście, kolejnym z serii polecanych super-hiper-miejsc-you-made-my-day-blogów :D Enjoy!

Wielkanocne rozdanie :)

5 komentarze
Chciałam Was zaprosić do wzięcia udziału w wielkanocnym rozdaniu. Rozdaniu, w którym będziecie mi mogli bardzo pomóc :) A sami będziecie mogli wygrać fajną nagrodę :) Jaką? Mam jedną "nadmiarową" książkę z Kuchni Lidla, a dokładniej Cukiernia Lidla - Przepisy Mistrza Pawła Małeckiego. Po co ma leżeć na półce, wolę się nią z Wami podzielić ;) Zaznaczę od razu, że jest to moja własność, Lidl nie jest sponsorem ani organizatorem konkursu. Właśnie, konkursu ;) O co w nim chodzi?

Paletka do makijażu Hawaii Autobalm, The Balm. Hawajskie klimaty dla każdej z nas :)

22 komentarze
Dzisiaj przedstawię Wam paletkę do makijażu, która króluje w mojej kosmetyczce od listopada poprzedniego roku. Używam jej praktycznie bez przerwy, maluję się nią głównie do pracy i jeszcze mi się nie znudziła :D To jest naprawdę niespotykane zjawisko!!! Cenię ją za wielofunkcyjność, świetną jakość, piękne kolory i urocze wzornictwo. No i za oszczędność czasu w porannym makijażu, bo zazwyczaj wolę dłużej pospać niż pacykować się przed lustrem, a wskazówka zegara rano zasuwa w przyśpieszonym tempie i zwykle jestem w tzw. niedoczasie :p Zdjęcia do posta i zapowiedź na Instagramie zniweczyły tajemnicę - wiecie już, że przedmiotem dzisiejszej recenzji będzie paletka do makijażu The Balm Autobalm Hawaii z tajemniczą Anitą Newcar spoglądającą na nas zalotnie z opakowania :) Ale do rzeczy...


Ach, co to był za ślub!!!

5 komentarze
Pół roku temu moja serdeczna koleżanka wyszła za mąż :) Jak ten czas leci, mam wrażenie, że to było kilka dni temu... Że kilka dni temu jechałam, żeby spędzić z Anką ostatnią noc przed ślubem... Że kilka dni temu nie mogłyśmy usnąć z emocji i gadałyśmy do trzeciej nad ranem... Że kilka dni temu robiłam jej makijaż i serce waliło mi szybko ze wzruszenia... Że kilka dni temu bawiliśmy się do rana na weselu i potem dochodziliśmy do siebie na grillowych poprawinach na działce :D Było to dla mnie spore przeżycie... Bo chociaż nie lubimy z Anką wielkich słów, to jest to moja najbliższa kumpela, psiapsióła jeszcze z czasów szkolnych :) Mieszkamy w innych miastach, możemy się nie widzieć miesiącami, ale jak się spotkamy to zawsze mamy tematy do rozmowy i po prostu nie możemy się nagadać i sobą nacieszyć :) Oczywiscie nie zgadzamy się we wszystkim, ale w tej relacji nie o to chodzi żeby sobie potakiwać ;) Wiążą nas z Anką wspólne przeżycia i wspomnienia - aż mnie normalnie w gardle ściska, jak piszę ten tekst... Człowiek się sentymentalny zrobił na starość, co ja się będę uzewnętrzniać - na pewno też macie takie osoby w swoim życiu i wiecie doskonale o co chodzi! Anka jest teraz żoną świetnego faceta, jej mąż należy do ludzi "którzy znają Józefa", jak to Ania Shirley (poprawka: Blythe) mówiła ;) Mam nadzieję spotkać się z Anką i jej mężem w Święta i potem odwiedzić ich w ich domu - już od kilku miesiecy zapowiadam się, że ich nawiedzę i cały czas coś staje na przeszkodzie :/ Ale wiosną na pewno do nich zawitam! A teraz zapraszam Was do obejrzenia zdjęć z szalonego wesela, na których widać, że można tańczyć nawet o kulach (dla tych, których nie przekonał ostatni post o tańcu ;)) Zdjęcia wesela, na którym wszyscy bawili się wyśmienicie i które zostało w pamięci jako wyjątkowe wspomnienie! Enjoy!

Jak się odstresować i mieć piękne ciało? Jest sposób...

5 komentarze
Kocham taniec! Jest to dla mnie najprzyjemniejsza forma ruchu. Gdy byłam mała Mama zapisała mnie do zespołu tańców ludowych, w którym przetańczyłam całą szkołę. Ten czas był dla mnie największą przygodą młodzieńczych lat. Występy, wyjazdy, poznawanie nowych ludzi, zwiedzanie nowych miejsc, zdobywanie nowych doświadczeń i wspomnień nie do zapomnienia, a wszystko to w grupie ludzi których łaczyła wspólna pasja, no i bajecznie kolorowe stroje ludowe ;) Przy okazji występów i konkursów tanecznych miałam kontakt z różnymi rodzajami tańca - od baletu, przez taniec towarzyski i latynoamerykański, aż po taniec nowoczesny i współczesny... Uczyłam się przez samo patrzenie ;) I mimo tego, że w pewnym momencie mojego życia musiałam odejść z zespołu to złapałam tanecznego bakcyla na całe życie. Muzyka gra w mojej duszy i głowie zawsze i wszędzie, potrafię tańczyć w domu przy sprzątaniu, czekając na przystanku na autobus, w pracy przy pracy ;) Gdy jestem na koncercie to ciężko mi usiedzieć na miejscu, od razu pędzę pod scenę, a gdy nie mogę, to tańczę siedząc :D Kocham taniec!!! 

Przez ostatnie lata bardzo mi tańca brakowało. Okazjonalne imprezy to nie było TO. Jednocześnie czułam, że gnuśnieję i daję się stłamsić rutynie życia codziennego. Coraz mniej mi się chciało... Aż postanowiliśmy zapisać sie z moim B. na kurs tańca latynoamerykańskiego. Co niedzielę mamy zajęcia z salsy, poniedziałkowe wieczory zaś spędzamy na tańczeniu bachaty. I jest super! Odżyłam!!! 

Jeżeli nie jesteście przekonani do tańca, jeżeli się wstydzicie albo nie czujecie rytmu i sądzicie, że taniec to nie Wasza bajka - specjalnie dla Was przedstawiam siedem powodów, dla których warto się przełamać, puścić biodra w ruch i zacząć podrygiwać w rytm muzyki :D 

LOTD: futro okiełznane

11 komentarze
Futro zawsze było dla mnie trudnym modowo tematem. Odkąd pamiętam się go bałam, nie umiałam go okiełznać i nie wiedziałam jak je nosić. W czasach studenckich podziwiałam moją kumpelę, która pomykała w sztucznym granatowym futerku i świetnie się w nim czuła. Ja sama nie miałam tyle odwagi i zawsze wybierałam bardziej bezpieczne i zachowawcze odzienia wierzchnie... Futerka podobały mi się na innych dziewczynach, ale sama z dwojga złego wolałam kożuchy ;) Do tej pory futro kojarzy mi się z moją Babunią, która w swojej szafie ma kilka prawdziwych, nie-sztucznych egzemplarzy, i które bardzo do niej pasują. Wygląda w nich niesamowicie elegancko i szykownie, a jednocześnie uroczo staroświecko. Teraz, po trzydziestce, nadszedł czas, by zmierzyć się z futrzanym demonem ;) Niedawno przełamałam swoje obawy i kupiłam na wyprzedaży jasne, kremowe sztuczne futerko. I jak to mówią, okazało się, że nie taki diabeł straszny ;) Oczywiście, ciągle uczę się je nosić, ale sięgam po nie z coraz mniejszą nieśmiałością. Na zdjęciach zobaczycie futro w casualowym zestawie ze skórzanymi leginsami i wysokimi botkami na platformie. Kolory są jak najbardziej moje - kremowy, brudny róż, burgund i brodo, wpadające w jaskrawy amarant. I jak się Wam podoba ten zestaw? Bo ja się w nim czułam nadspodziewanie dobrze :)

Książka! Akcja! Yenn podejmuje wyzwanie 52 książki w 52 tygodnie :)

5 komentarze
Moja aktywność czytelnicza w ostatnich czasach dramatycznie spadła. Ponieważ lektura wnosiła bardzo wiele pozytywnych przeżyć do mojego życia, wzbogacała je i poszerzała moje horyzonty myślowe, a przy tym była doskonałym relaksem i oderwaniem od rzeczywistości, postanowiłam wrócić do nawyku czytania. Ponieważ lepiej działam z planem, rozpisanym i rozrysowanym (niespodzianka w dalszej części postu), mając przed oczyma konkretny cel, nie poszłam w swoim czytaniu na żywioł, tylko podjęłam się wyzwania przeczytania 52 książek w 52 tygodnie. Ambitnie?

Aktywne serum odmładzające Bielenda, Skin Clinic Professional. Poprawne i tyle.

7 komentarze
Nie jestem nastolatką, ale nie zaliczam się też do kategorii „stara” ani „dojrzała”. W duszy, sercu i umyśle przekroczyłam 20tkę i dopiero skończyłam studia, chociaż metryka wskazuje na coś innego ;) Jednak biologia jest nieubłagana i ciało powoli poddaje się nieuchronnemu upływowi czasu. Codziennie w lustrze widzę twarz, na której gdzieniegdzie próbują rozgościć się zmarszczki. I chociaż są one świadectwem mojej życiowej historii, przeżyć, radości i smutków, to jednak hola hola moje Panie!, nie zapraszałam was z wizytą ;) Dlatego postanowiłam zaprzyjaźnić się z odwiecznym wrogiem zmarszczek – panem Retinolem ;) Ponieważ jednak do nowych znajomości podchodzę z pewną dozą nieufności zaczęłam od jego łagodnej wersji zawartej w aktywnym serum odmładzającym anti-age dla cery dojrzałej z linii Super Power Mezo Serum firmy Bielenda. Bielenda obiecuje skórę młodszą o 10 lat, w przypadku gdy będziemy stosować serum łacznie z kremem z linii Skin Clinic Professional. Zmarszczki mają być zredukowane o 87%, zaś skóra ma wyglądać młodziej o 89% od poziomu wyjściowego. Wszystko to za sprawą retinolu w stężeniu 5%, witaminy E i liposomów Q10. Wiek biologiczny skóry cofnięty o 10 lat, wyraźnie zrewitalizowana, ładnie napięta, gładsza, jędrniejsza, pełna blasku i aksamitna w dotyku skóra, do tego bez przebarwień, zmarszczek i szarości cera – czyż to nie brzmi jak bajka, jak spełnienie marzeń??? Hmm… A jak wygląda rzeczywistość??? 

ManiMonday: idealna czerwień na randkę czyli 703 Rock'n'Roll by Rimmel

9 komentarze
Czerwony nie bez powodu nazywany jest kolorem miłości. Kolor krwi, symbolizuje gorące uczucie i namiętność, uwodzi i wodzi na pokuszenie. Zaczerwienione usta, policzki i dekolt są niezawodnym sygnałem przeżywanych emocji, nad którymi nie jesteśmy w stanie zapanować. Czerwień jest niesamowicie erotyczna i atrakcyjna, przyciąga uwagę, ale nie każda kobieta dobrze się czuje w tak intensywnej barwie i jest na tyle odważna, by ją nosić. Wiele z nich uważa, że czerwień im nie pasuje albo że jest zbyt wyzywająca. Dlatego oswajanie czerwieni najlepiej zacząć wg mnie od lakieru do paznokci... ;)
  

LOTD: snow & salsa!

6 komentarze
Wczoraj trochę zaszaleliśmy ;) Wybraliśmy się na imprezę salsowo-burgerową ;) Taka impreza ma same zalety - można najeść się burgerem, a potem spalić go na parkiecie ;) Do tego spotkaliśmy dawno nie widzianych znajomych :) Pogadaliśmy, pojedliśmy, potańczyliśmy. Po takiej zabawie nawet powrót przez śnieżycę nie był straszny ;) Chociaż jak widać na instagramie śnieg zamienił mnie w małego krągłego bałwanka :D Powiem szczerze, że nie chciało mi się wychodzić z domu. Gdy jest tak zimno na dworze wolę zostać w ciepłym domu, pobyczyć się z ciekawą książką lub filmem. Ale zadowolona jestem, że jednak nie dałam się pokonać lenistwu ;) Ominęłaby mnie fajna impreza! Muszę częściej się przełamywać i odchodzić od wygodnych wymówek, przez które czasami czas i życie przelatuje mi przez palce ;) Rytuały są dobre, ale również niebezpieczne - mogą nas rozleniwić i sprawić, że zgnuśniejemy ;) Wracając do wczorajszego wyjścia, oczywiście, nie byłam ubrana jak na zdjęciach poniżej ;) Stalowa sukienka jest jedną z niewielu ubrań w mojej safie z Quiosque, jakoś kioskowe ciuszki na mnie nie leżą ;) Niestety nie mam eleganckiego okrycia wierzchniego o długości do kolan (w mojej dłuższej kurtce zepsuł się zamek, a na parkę było za zimno i nie pasowała mi do reszty stroju), zdecydowałam się więc na krótki szary płaszczyk. Wg wszelkich zasad i prawideł spódnica nie powinna wystawać spod kurtki, ale trudno, skoro już musiałam tą zasadę złamać, to niech chociaż wszystko gra kolorystycznie. A że sukienka ma wzór rówież na dole, to "krótkość" kurteczki pozwoliła mi go pokazać ;) No i ta szara klasyczna princeska w maziaje bardziej nadaje się na niedzielny obiad, niż na szalone tańce w rytmie salsy ;) Chyba zgadzacie się ze mną? ;)
  


Mgiełka do układania włosów Pat & Rub. Zszargane nerwy i piękne włosy.

11 komentarze
W życiu codziennym są dwie czynności pielęgnacyjne, których nie lubię i nie mam do nich cierpliwości. Pierwsza to balsamowanie ciała, druga to układanie włosów. Zazwyczaj nie mam do nich ani czasu ani cierpliwości… Moje układanie włosów sprowadza się do suszenia głową w dół przy jednoczesnym przeczesywaniu czupryny szczotką. Wszystko to w ekspresowym tempie, bo zawsze śpieszę się do pracy i mam na tą czynność przeznaczone max. 5 minut. Jeżeli już używam czegoś do stylizacji włosów, to musi to być kosmetyk nieskomplikowany, prosty w obsłudze i przynoszący widoczny efekt. Taka jest mgiełka do układania włosów Pat & Rub. Jak można się spodziewać napiszę o niej dobre rzeczy, chociaż produkt ma jedną istotną wadę, która ma spore szanse przekreślić jej niewątpliwe zalety ;) Ale o tym za chwilę, w dalszej części recenzji…

LOTD: baby blue & burgundy

14 komentarze
Prawdziwej zimy, takiej ze śniegiem i mrozem było w tym roku jak na lekarstwo. Więc gdy tylko spadł z nieba biały puch wykorzystałam sprzyjające okoliczności i zmolestowałam mojego B. o zdjęcia na blogaska ;) I oto jest - zimowy casualowy outfit, ciepły i przytulny, dobry na co dzień, do szkoły i pracy. W jednym z moich ulubionych zestawień kolorystycznych - baby blue i bordowy, tudzież burgundowy ^_^ Kurczę, jak mi się podoba to połączenie! Jest dosyć niespotykane, a szkoda, bo niebieski i burgundowy wygląda pięknie nie tylko na ubraniach, ale również wykorzystane w makijażu i wystroju wnętrz. Ja na pewno będę z nim jeszcze eksperymentować :D

LOTD: luz i swoboda

13 komentarze
Pokochałam sukienki oversize. Są bezproblemowe i mega wygodne w noszeniu. Lubię je zakładać na rodzinne imprezy, bo mogę sobie pozwolić na jedzenie pyszności bez obawy o widoczność wypchanego jedzeniem brzucha :D Fajne jest też poczucie bycia dobrze ubraną bez epatowania seksem ;) Chociaż dla niektórych tego typu strój to nic innego jak bezkształtny worek. Cóż, o gustach się nie dyskutuje. Beżowa z długim rękawem to kolejna "ciążówka" w mojej szafie, bardzo lubię ją za niejednoznaczny, kawowo-piaskowo-szarawy kolor, typowy nudziak, a może raczej greige ;) Na zdjęciach prezentuję ją na tle złotej polskiej jesieni, co jest miłą odmianą na szaro-burą zimę, która jest wyjątkowo nieatrakcyjna na zdjęciach ;) Towarzystwem dla sukienki jest duża filcowa shopper bag, pantofle w stylu retro, rajstopy w paski i złoto-czarna biżuteria - kolczyki kulki, fikuśny pierścionek i łańcuszek z wisiorem. 

Zimowe wyzwanie fotograficzne - podsumowanie

2 komentarze
Lubię wyzwania! Pobudzają moją kreatywność, uczą czegoś nowego, a przy tym są świetną zabawą :) Zimowe wyzwanie fotograficzne u Jest Rudo było sposobem na wyrwanie się z zimowego marazmu, jak również podszkolenie się z zakresu fotografii :) Zadaniem było zrobienie 30 zdjęć o określonych tematach. Postanowiłam zabawić się zarówno interpretacją zadań-tematów, jak również ich realizacją. Nie zawsze jest ona oczywista ;) I nie zawsze było łatwo. Musiałam zastanowić się "jak ugryźć" dane zadanie, przemyśleć kadr, odpowiednio obrobić zdjęcia etc. Postawiłam na kontrast barw i kolorów, zdjęcia robiłam w różnych porach dnia i nocy, fotografowałam zarówno ludzi jak i przedmioty. I naprawdę dobrze się przy tym bawiłam :D Podsumowanie również potraktowałam wyzwaniowo :) Zamiast umieszczać zdjęcia tak po prostu, w poście, przygotowałam zestawienie w formie graficznej. Każde zdjęcie opatrzyłam komentarzem, w którym na czerwono zaznaczyłam temat przewodni. Zapraszam do oglądania :) Wszystkie zdjęcia znajdziecie również na moim instagramie oraz pod hashtagiem #zimowewyzwanie :)

LOTD: Moje wielkie Greckie wakacje ;)

2 komentarze
Gdy za oknem pogoda nie zachęca do spacerów, często wracam myślą do ostatnich wakacji. W Grecji było mega ciepło i słonecznie, zupełne przeciwieństwo obecnej aury w Polsce. Czasami myślę, że jestem stworzona do mieszkania w ciepłych krajach. Ach, budzić się codziennie w rozsłonecznionym świecie, bez śniegu i chlapy, bez zacinającego deszczu i chmur smętnie zwisających nad głowami... W rzeczywistości, w której mogłabym codziennie chodzić w odziana li i jedynie w strój kąpielowy - w czerwonych szortach i koszulce w urocze kropki, jak u biedronki :D Cóż to by było za cudowne życie... :D No właśnie, czy aby na pewno cudowne? Czy wytrzymałabym bez śniegu skrzypiącego pod stopami? Bez kałuż, przez które można przeskakiwać? Bez zmysłowej przyjemności, jaką daje wieczór spędzony pod kocem, z ciepłą herbata w dłoni i nosem w książce, gdy za oknem trzaskający mróz i porywisty wiatr? No i trudno byłoby mi wytrzymać bez zimowej garderoby, szkoda byłoby mi pięknych botków i szykownych kozaków. A co z eleganckimi płaszczami, luzackimi parkami albo ciepłymi kożuszkami i futerkami??? Nie wyobrażam sobie szafy bez nich! Hm, jestem w kropce. Wygląda na to, że naprawdę lubię mieszkać w Polsce, nawet jak "taki mamy klimat" ;) Jak mówią mądrości ludowe: wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej ;) Jednak pomarzyć i powspominać dobra rzecz. I przenieść się od czasu do czasu w wyobraźni do słonecznej Grecji :D 

Kreatywne diy: Jak zrobić cotton ball lights?

59 komentarze


Obiecałam Wam na instagramie, że na dniach pojawi się na blogasku tutorial, jak samodzielnie zrobić cotton ball lights. Tak więc oto jest ;) Krok po kroku przeprowadzę Was przez drogę od kłębka nitki do pięknie uformowanej kuli. Zadanie wymaga trochę zdolności manualnych, kilku godzin wolnego czasu, wygodnego miejsca do pracy oraz cierpliwości i samozaparcia ;) Ale warto spędzić trochę czasu na kręceniu kulek ;), bo efekty są naprawdę satysfakcjonujące. I piękne ^_^ Rzeczy potrzebne do wykonania bawełnianej kulki znajdziecie na zdjęciu poniżej: 

LOTD: perfect red dress

9 komentarze
Zawsze chciałam mieć czerwoną sukienkę. W latach dziewczęcych byłam zbyt nieśmiała, żeby nosić tak wyrazisty kolor, ale zazdrośnie zerkałam na kobiety w niego ubrane. W moich oczach wyglądały pięknie i zjawiskowo, jak barwne ptaki. Ale ja, jak wiele moich koleżanek, nie miałam na tyle odwagi, by udźwignąć siłę czerwieni. Zresztą, moda w ówczesnych czasach była inna, mało kto nosił się w kolorach innych niż bezpieczne i trochę nijakie barwy ziemi. Aż nadszedł ten dzień, w którym moja Mama i koleżanka namówiły mnie na kupno koszulki z krótkim rękawem w kolorze ognistej czerwieni, z malutkim słonikiem ze srebrnych dżecików na piersi. Do tej pory mam tą koszulkę… Przełamała ona rutynę mojego stroju i wyzwoliła we mnie modowe zwierzę ;) Od tej pory odważniej i coraz chętniej eksperymentowałam ze swoim wyglądem, podchodziłam do kwestii ubioru na większym luzie, z większą swobodą i radością. A czerwona sukienka pozostała w moich oczach niedoścignionym synonimem kobiecości. Nie mogłam znaleźć tej idealnej! Każda, którą napotkałam na swojej drodze, miała jakiś mankament – a to kolor zbyt wyblakły, a to krój albo materiał nie taki, a to zbyt droga na moją kieszeń, a to nie było mojego rozmiaru… Aż w końcu, przed wakacjami 2014r., znalazłam upragnioną sukienkę, która w pełni wpisuje się w mój styl życia. Ma intensywny czerwony kolor i bardzo przyjemny materiał, a jej luźny krój oversize nie krępuje ruchów i pozwala na całkowitą swobodę. Jest całoroczna i uniwersalna, odpowiednia na każdą okazję, dodatki potrafią całkowicie odmienić jej charakter z dziennego na wieczorowy. Uwielbiam ją od pierwszego założenia :D A Wam jak się podoba? Macie jakieś ubranie, które ma dla was wartość sentymentalną, np. towarzyszyło Wam w przełomowym momencie życia albo które ten przełom wywołało? Czy tylko ja jestem taka sentymentalna? ;)

*zdjęcia są z jesieni, gdy jeszcze byłam blondynką ;) A w weekend zapraszam Was na tutorial diy, jak zrobić cotton light balls, które już od jakiegoś czasu pokazuję na swoim Instagramie :) 

Blogging tips