LOTD: snow & salsa!

Wczoraj trochę zaszaleliśmy ;) Wybraliśmy się na imprezę salsowo-burgerową ;) Taka impreza ma same zalety - można najeść się burgerem, a potem spalić go na parkiecie ;) Do tego spotkaliśmy dawno nie widzianych znajomych :) Pogadaliśmy, pojedliśmy, potańczyliśmy. Po takiej zabawie nawet powrót przez śnieżycę nie był straszny ;) Chociaż jak widać na instagramie śnieg zamienił mnie w małego krągłego bałwanka :D Powiem szczerze, że nie chciało mi się wychodzić z domu. Gdy jest tak zimno na dworze wolę zostać w ciepłym domu, pobyczyć się z ciekawą książką lub filmem. Ale zadowolona jestem, że jednak nie dałam się pokonać lenistwu ;) Ominęłaby mnie fajna impreza! Muszę częściej się przełamywać i odchodzić od wygodnych wymówek, przez które czasami czas i życie przelatuje mi przez palce ;) Rytuały są dobre, ale również niebezpieczne - mogą nas rozleniwić i sprawić, że zgnuśniejemy ;) Wracając do wczorajszego wyjścia, oczywiście, nie byłam ubrana jak na zdjęciach poniżej ;) Stalowa sukienka jest jedną z niewielu ubrań w mojej safie z Quiosque, jakoś kioskowe ciuszki na mnie nie leżą ;) Niestety nie mam eleganckiego okrycia wierzchniego o długości do kolan (w mojej dłuższej kurtce zepsuł się zamek, a na parkę było za zimno i nie pasowała mi do reszty stroju), zdecydowałam się więc na krótki szary płaszczyk. Wg wszelkich zasad i prawideł spódnica nie powinna wystawać spod kurtki, ale trudno, skoro już musiałam tą zasadę złamać, to niech chociaż wszystko gra kolorystycznie. A że sukienka ma wzór rówież na dole, to "krótkość" kurteczki pozwoliła mi go pokazać ;) No i ta szara klasyczna princeska w maziaje bardziej nadaje się na niedzielny obiad, niż na szalone tańce w rytmie salsy ;) Chyba zgadzacie się ze mną? ;)
  












6 komentarzy:

TALK TO ME :D

Blogging tips