Mgiełka do układania włosów Pat & Rub. Zszargane nerwy i piękne włosy.

W życiu codziennym są dwie czynności pielęgnacyjne, których nie lubię i nie mam do nich cierpliwości. Pierwsza to balsamowanie ciała, druga to układanie włosów. Zazwyczaj nie mam do nich ani czasu ani cierpliwości… Moje układanie włosów sprowadza się do suszenia głową w dół przy jednoczesnym przeczesywaniu czupryny szczotką. Wszystko to w ekspresowym tempie, bo zawsze śpieszę się do pracy i mam na tą czynność przeznaczone max. 5 minut. Jeżeli już używam czegoś do stylizacji włosów, to musi to być kosmetyk nieskomplikowany, prosty w obsłudze i przynoszący widoczny efekt. Taka jest mgiełka do układania włosów Pat & Rub. Jak można się spodziewać napiszę o niej dobre rzeczy, chociaż produkt ma jedną istotną wadę, która ma spore szanse przekreślić jej niewątpliwe zalety ;) Ale o tym za chwilę, w dalszej części recenzji…

Mgiełki Pat & Rub używam od ponad pół roku, byłam w tym czasie rozjaśnianą blondynką, miałam balejaż, obecnie na głowie króluje brąz z efektem ombre. Jak można się domyślać moje włosy nie są okazem zdrowia ;) Wysuszone, zniszczone, plączące się, cienkie, a przy tym gęste (mam ich naprawdę sporo ;)) i z tendencją do przetłuszczania przy skórze głowy. Traktowane różnymi maskami i olejami powoli dochodzą do siebie. Mgiełka Pat & Rub pozwala mi wyglądać po ludzku, a nie jakby właśnie trafił we mnie piorun ;) Nałożona w odpowiedniej ilości (przy moich włosach do ramion jest to kilka psiknięć) sprawia, że moje włosy łatwo się rozczesują, są sypkie, gładkie i lśniące oraz lekko usztywnione u nasady, przez co wygląda jakby było ich więcej. Wyglądają po prostu dobrze i naturalnie – ładnie się układają, nie elektryzują, są odpowiednio dociążone, ale nie „przestylizowane”. Takie jak u girl next door, if you know what I mean ;)

Możnaby stwierdzić – ideał! No niestety, produkt ma wady. Celowo piszę produkt, bo sama mgiełka jest ok ;) Za to buteleczka, a dokładniej atomizer, to totalny bubel. Clue całej imprezy to nałożenie mgiełki w odpowiedni sposób i w odpowiedniej ilości – gdy spryskamy włosy „za dużo”, to uzyskamy efekt posklejanych włosów i przyklapniętej fryzury. Atomizer skutecznie tą prawidłową aplikację utrudnia, na co skarżą się również inne dziewczyny na stronie sklepu. Ciężko chodzi, zacina się, zapowietrza, wypluwa z siebie za duże krople, które nawet obok mgiełki nie stały. Do tego na początku aplikator wypluwa z siebie krople na bliską odległość i zamiast na włosach płyn ląduje na podłodze :/ Końcem końców zanim uda mi się wyprodukować chociaż dwa psiknięcia „mgiełki” zdążę się zdenerwować łącznie z klęciem pod nosem i rzuceniem skądinąd ładnej i estetycznej buteleczki w kąt łazienki. To wszystkie atrakcje otrzymuję za kwotę 45 zł, w gratisie całkiem miły i delikatny kwiatowo-ziołowy zapach, który nijak nie koi moich porannych krwiożerczych instynktów obudzonych przez ten cholerny atomizer. Niby mogę psikać sobie na dłoń i z niej rozprowadzić kosmetyk na włosach, albo ewentualnie przelać płyn do innej buteleczki, ale przecież nie o to chodzi i nie tego oczekuję od produktu za niemałe pieniądze.

Podsumowując. Kinga Rusin w swoim sklepie sprzedaje całkiem niezły produkt, który oprócz niewątpliwych zalet takie jak naturalny skład, zero podrażnień skóry głowy i skuteczność w działaniu ma jedną ogromną wadę w postaci felernego atomizera, który psuje całą przyjemność i zadowolenie z efektów używania mgiełki. Tak wiec musimy zadać sobie jedno zajebiście, ale to zajebiście ważne pytanie – czy jesteśmy w stanie znieść niewygody związane z niedoskonałością atomizera w imię pięknie wyglądających włosów? Ja powiem szczerze, że mam mieszane uczucia i nie potrafię określić się w 100% na tak lub na nie. Do tej pory nie znalazłam produktu, który by mi tak odpowiadał pod względem spełnienia moich oczekiwań włosowych. Lubię swoje włosy po zastosowaniu mgiełki Pat & Rub. Jednocześnie do szewskiej pasji doprowadza mnie niesprawny sprzęt – zniechęca mnie do sięgania po ten produkt, jak również do ponownego zakupu. Tak więc dopóki nie znajdę lepszego kosmetyku do stylizacji włosów będę korzystała z mgiełki Pat & Rub, ale z uczuciem zadowolenia pomieszanym z niedosytem i lekkim zawodem… I niestety dla pani Rusin będę się rozglądała za bardziej doskonałym następcą. No chyba że poprawią psikacza albo zmniejszą cenę (hahaha ;)) to wtedy chętnie przy mgiełce pozostanę. A może możecie polecić jakiś podobny kosmetyk? ;)



Dla zainteresowanych Pat & Rub ma teraz promocję na zestawy walentynkowe (-20%, do 15.02.) i na wszystkie kosmetyki i zestawy z kodem zw1f3rz6 (też -20%, do 9.02.). A tutaj znajdziecie skład i obietnice producenta (link do mgiełki KLIK):

Mgiełka do Układania Włosów to idealny kosmetyk naturalny do stylizacji i utrwalenia fryzury: 
• Dodaje blasku, sprężystości, ułatwia układanie włosów 
• Pielęgnuję skórę głowy 
Mgiełka ułatwia ułożenie włosów, ale dodaje im również życia i blasku. Sprawia, że włosy wyglądają pięknie, nie elektryzują się, są podniesione u nasady i wygładzone. Jednocześnie Mgiełka pielęgnuje i odżywia. Chroni włosy przed czynnikami zewnętrznymi. Reguluje pracę skóry głowy. 

Kompozycja: 
• woda lawendowa*- dodaje blasku 
• bringraj*- wzmacnia, wspomaga rośnięcie, dodaje blasku 
• ekstrakt z algi Chondrus crispus*- nadaje gładkość i objętość, nawilża 
• betaina roślinna*- nawilża 
• inulina*- naturalny kondycjoner *surowce z certyfikatem ekologicznym 

Sposób użycia: Spryskaj umyte włosy, ułóż fryzurę, wysusz włosy. 

INCI: Aqua, Lavandula Angustifolia ( Lavender) Flower Water, Betaine, Glycerin, Eclipta Prostrata Extract, Equisetum Arvense Extract, Chondrus Crispus (Carrageenan) Extract, Inulin, Sodium Sorbate, Sodium Benzoate, Sodium Phytate, Citric Acid

11 komentarzy:

  1. Chętnie po nią sięgnę zwłaszcza z rabatem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też zawsze poluję na rabaty ;) Po co przepłacać ;)

      Usuń
  2. Chętnie kupie tą mgiełkę jak zużyję to co aktualnie mam;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa jestem czy Ci przypasuje :)

      Usuń
  3. Kochana, podpisuję się pod twoim postem :-)
    Pierwszą mgiełkę P&R kupiłam jakieś 2,5 roku temu, wtedy jeszcze był inny atomizer i wszystko działało tak, jak powinno. Po dłuższej przerwie kupiłam teraz 2 miesiące temu kolejne opakowanie i jak chciałam użyć to myślałam, że mnie szlag trafi... Nie mam cierpliwości, w tej chwili mgiełka stoi w łazience nieużywana. Czekam, aż zużyję mgiełkę Bumble&Bumble i wtedy przeleję butelkę...
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to dali ciała z tą zmianą atomizera, myślałam, że od początku był taki felerny... Szkoda, bo produkt jest naprawdę fajny, ale właśnie cierpliwości do walki z psikaczem brak ;) A mgiełka B&B jest ok, możesz ją polecić?

      Usuń
    2. Mgiełka B&B jest nawet ok, ale ma jedną zasadniczą wadę - ma bardzo dużo alkoholu denat. w składzie. Dlatego raczej jej już nie kupię.

      Usuń
  4. To lipa straszna z tym atomizerem :/ P&R powinno go zmienić jeśli liczą się ze zdaniem klienteli :) Nie miałam tego produktu, ale z Twego opisu brzmi bardzo kusząco, no gdyby nie to psikadełko...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety mam wrażenia, że mają uwagi klientów w głębokim poważaniu :/ Pewnie obecny atomizer/buteleczka jest tańsza i wolą mniej płacić... Ale sam płyn jest bardzo ok, polecam! :)

      Usuń
  5. Jeszcze nigdy nie miałam nic z Put&Rub, ale z chęcią wypróbowałabym np. jakiś peeling o niesamowitym zapachu:) Problem z atomizerem powinni szybko rozwiązać, bo nie wyobrażam sobie tracić nerwy przy aplikacji mgiełki.

    OdpowiedzUsuń
  6. Musimy wypróbować! :)

    OdpowiedzUsuń

TALK TO ME :D

Blogging tips