Paletka do makijażu Hawaii Autobalm, The Balm. Hawajskie klimaty dla każdej z nas :)

Dzisiaj przedstawię Wam paletkę do makijażu, która króluje w mojej kosmetyczce od listopada poprzedniego roku. Używam jej praktycznie bez przerwy, maluję się nią głównie do pracy i jeszcze mi się nie znudziła :D To jest naprawdę niespotykane zjawisko!!! Cenię ją za wielofunkcyjność, świetną jakość, piękne kolory i urocze wzornictwo. No i za oszczędność czasu w porannym makijażu, bo zazwyczaj wolę dłużej pospać niż pacykować się przed lustrem, a wskazówka zegara rano zasuwa w przyśpieszonym tempie i zwykle jestem w tzw. niedoczasie :p Zdjęcia do posta i zapowiedź na Instagramie zniweczyły tajemnicę - wiecie już, że przedmiotem dzisiejszej recenzji będzie paletka do makijażu The Balm Autobalm Hawaii z tajemniczą Anitą Newcar spoglądającą na nas zalotnie z opakowania :) Ale do rzeczy...


Paletka Autobalm Hawaii składa się z różu, rozświetlacza i dwóch cieni. Opiszę dla Was pokrótce każdy kosmetyk :)

Róż - największy w całej paletce, bo aż 1.6 g. Ma piękny kolor, chłodny, cukierkowy róż z niebieskimi podtonami. Może się on kojarzyć z różem lalki Barbie, ale uwierzcie, nie ma w nim grama kiczu i tandety. Sprawdzi się idealnie przy chłodnych jasnych karnacjach i porcelanowej cerze, przy pozostałych typach również podkreśli urodę. Cudownie odmładza i zdejmuje zmęczenie, dodaje świeżości twarzy. Ale uwaga, może podkreślić naczynka! Świetna pigmentacja sprawia, że wystarczy odrobina do nadania delikatnej, ale widocznej mgiełki koloru obu policzkom. Aplikując większą ilość uzyskamy wyraźny, lekko neonowy efekt, ale nadal będzie on w dobrym guście, bez efektu ruskiej laleczki.

Rozświetlacz - najmniejsza "kosteczka", tylko 1.1 g. Na początku rozświetlacz mnie rozczarował, bo spodziewałam się połysku jak w Mary Lou Manizer. A tu otrzymałam po prostu jasny puder w żółto-beżowym, piaskowym odcieniu, bez różowych podtonów, o matowym wykończeniu, z maleńkimi tyciutkimi drobinkami, które po roztarciu stają się niewidoczne, po prostu znikają. Nie tak wyobrażałam sobie rozświetlacz! Jednak w trakcie używania paletki stwierdziłam, że jest to bardzo uniwersalny kosmetyk i teraz żałuję, że nie ma on większej pojemności. Jest doskonały jako kolor bazowy pod inne cienie, jako cień sam w sobie, do rozcierania granic cieni, do rozjaśniania łuku brwiowego i wewnętrznego kącika oczu, do utrwalania korektora pod oczami, do delikatnego podkreślania szczytów kości policzkowych, do rozcierania granic różu albo pudru brązującego, do rozjaśniania zbyt intensywnie nałożonych wyżej wymienionych :) Nadaje się nawet do nałożenie na całą twarz, ponieważ nie daje wyraźnego blasku lustrzanej tafli, a jedynie elegancką satynę, która pięknie stapia się ze skórą twarzy. Do tego nie podkreśla suchych skórek, nie wchodzi w zmarszczki ani pory, zachowuje się dobrze zarówno na podkładach płynnych jak i mineralnych.

Cienie - każdy po 1.45 g. Jaśniejszy kolor jest bliżej niezidentyfikowany, czyli taupe ;) Jest trudny do opisania, w zależności od oświetlenia i intensywności nałożenia przypomina stare chłodne złoto, czasami wychodzą z niego szaro-beżowo-kawowe nuty, czasami dojrzę w nim kapkę różu i fioletu. Bardzo trudno uchwycić ten efekt na zdjęciach. Widać za to na nich ładny, nienachalny, satynowy połysk ;) Kolor jest uniwersalny, będzie pasować każdej z was, ale trzeba z nim uważać, bo potrafi podkreślić zmęczenie. Kolor ciemniejszy to piękna matowa oberżyna z mikroskopijnymi drobinkami, w której czasami ujawniają się fioletowe, burgundowe lub czekoladowe nuty. Można stopniować jego intensywność, od mocno roztartej mgiełki do mocnej plamy koloru. Uwielbiam ten kolor! Zwykle używam jaśniejszego odcienia na całą powiekę, ciemny sprawdzi się również do zrobienia kreski albo podkreślenia załamania.

Wszystkie kosmetyki są doskonałej jakości, świetnie napigmentowane, a przy tym łatwe i przyjemne w użyciu. Są też trwałe - róż zostaje na twarzy przez cały dzień, nawet krótka drzemka go nie rusza, cienie bez bazy wytrzymują kilka godzin (co przy moich powiekach jest sporym sukcesem), zaś na bazie są nie do ruszenia. Kosmetyki mają różną konsystencję, którą zobaczycie na zdjęciu poniżej, ale na wszystkich dobrze się pracuje. Jaśniejszy cień jest najbardziej mokry, róż jest akuratny, ani zbyt suchy ani zbyt mokry, zaś rozświetlacz i ciemny cień to dosyć suche maty z mikroskopijnymi drobinkami i jak to maty, z lekką skłonnością do osypywania (zależy jak są nakładane). Na zdjęciach nakładałam kosmetyki na gołą skórę, bez rozcierania. Pigmentacja robi wrażenie, prawda?

Wrażenie robi także strona graficzna paletki :) Pin-up'owy styl zgodny z całą stylistyką marki The Balm, layout okładki nawiązujący do prawa jazdy stanu Hawaje robi bardzo dobre wrażenie, choć do minimalistek może nie przemówić ;) Ale przyznacie, że jest urocze, a niebieskooka blondyna Anita Newcar jest prawdziwą pin-up'ową pięknością :) Całość przyciąga spojrzenie i zachęca do używania. Kartonowe wytrzymałe opakowanie jest zamykane na magnes i posiada lusterko, jest lekkie i poręczne i bez problemu zmieści się do każdej torebki, albo nawet do tylnej kieszeni jeansów. Paletka jest idealna w podróży i na co dzień,  ja noszę ją ciągle w torbie i kartonik trzyma się bardzo dobrze, w ogóle nie jest zniszczony (noszę go w nasuwanym kartoniku, z wyglądu identycznym jak paletka). Sprawdza się zarówno w makijażu dziennym, jak i wieczorowym. Paletka bardzo mi się podoba i sięgam po nią bardzo chętnie, praktycznie kilka razu w tygodniu.

Czy zatem jest to kosmetyk bez wad? Z żalem muszę zaprzeczyć ;) Kilkumiesięczne używanie pozwoliło mi ją przetestować bardzo dokładnie. Uważam, że paletka byłaby o wiele bardziej funkcjonalna, gdyby to róż miał najmniejszą pojemność, zaś rozświetlacz największą. Róż jest bardzo mocno napigmentowany i wystarczy odrobina do podkreślenia policzków, przy tej pojemności chyba nigdy go nie skończę :D Rozświetlacz, a raczej puder rozświetlający, jest za to tak wielofunkcyjny, że używam go najczęściej z całej paletki, przez co najszybciej mi "schodzi"... Przez jego małą wielkość trudno się go używa jako pudru - nie sposób nie zahaczyć puchatym pędzlem o sąsiadujące cienie. Gdyby się czepiać, to brakuje mi też w paletce rozświetlacza z prawdziwego zdarzenia, którym mogłabym rozświetlić wewnętrzne kąciki oczu i zdecydowanie zaznaczyć szczyty kości policzkowych. Teraz razem z paletką Autobalm Hawaii noszę w torebce mały rozświetlacz Wibo (bardzo fajny swoją drogą :)), który służy mi właśnie do tych zadań, ale idealnie byłoby mieć go w paletce < rozmarzona >...


Jak więc oceniam całą paletkę? Przyznaję, że wahałam się z jej kupnem, głównie z powodu rozświetlacza i ceny. Jednak nie żałuję zakupu, ba, bardzo go sobie chwalę :D W cenie ok. 60-80 zł otrzymujemy bardzo dobry jakościowo, funkcjonalny, ładny i przyjemny w używaniu produkt. Polecam polować na promocje - kosmetyki The Balm można dostać w drogeriach internetowych i stacjonarnych, np. Douglas, Mintishop, Kosmetykomania - ja swoją paletkę kupiłam w promocji za ok. 50 zł :D Gdyby nie dwa "minusiki", o których pisałam powyżej, to bez żadnych wątpliwości mogłabym uznać paletkę The Balm Autobalm Hawaii za idealną! Ale i tak jest świetna i jestem z niej bardzo zadowolona :) A Wam jak się ona podoba? A może wolicie jej siostrę, uroczą Ivanę Movefast z paletki Autobalm California?

Ciekawa jestem też, co sądzicie o kosmetykach firmy The Balm? Paletka Hawaii jest na razie jedynym produktem tej marki w mojej kosmetyczce, ale mam ochotę na rozświetlacze i cienie, kusi też baza pod cienie :) Co warto kupić pierwsze? I napiszcie, czy używacie takich gotowych zestawów jak zrecenzowana paletka, które są wielofunkcyjne i mega wygodne, ale w pewnym stopniu potrafią ograniczyć inwencję twórczą ;)

22 komentarze:

  1. Ja zawsze myślałam, że w tej paletce jest rozświetlacz zbliżony efektem do Mary Lou.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie nie, Mary Lou ma zdecydowanie większy połysk i jeżeli mnie pamięć nie zawodzi, to bardziej mokrą konsystencję. Rozświetlacz z Autobalm California jest chyba bliższy Mary Lou, na którą chyba się skuszę, jak trafię na jakąś promocję :) Ale rozświetlacz z Autobalm Hawaii też daje radę, jest bardzo fajny do codziennego makijażu, np. do pracy...

      Usuń
  2. Ach te opakowania :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, opakowania są świetne :D :D :D

      Usuń
  3. ale fajna paleta, jak to pokazałaś na fotkach -- wszystko pod ręką :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Myślałam intensywnie nad kupnem tej paletki ale cena odstrasza i nie potrafię się zdecydować :)

    Pozdrawiam! :)
    mixfashionworld.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cena niska nie jest, to fakt, myślę, że w regularniej cenie o wiele trudniej byłoby mi sie na nią zdecydować. Chociaz tłumaczę sobie, że za tą kwotę mam w sumie cztery kosmetyki świetnej jakosci, czyli za jeden ok. 15-20 zł, a to juz łatwiej zaakceptować ;) Jednak mimo wszystko, poluj na promocje :)

      Usuń
  5. Faktycznie idealnie się zgrałyśmy, a do tego mamy baaardzo zbliżoną opinię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehehe, i używałyśmy jej mniej więcej tyle samo czasu :D To jest jakaś blogerska metafizyka ;) ;) ;)

      Usuń
  6. Cudne kolory cieni <3 wolałabym je same :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Same cienie plus rozświetlacz, taki jak Mary Lou Manizer :) Ale róż też też jest świetny, szkoda go trochę ;)

      Usuń
  7. Pigmentacja jest świetna! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wygląda na bardzo fajną ! <3

    OdpowiedzUsuń
  9. chcialabym ja zakupic :D cena troszke duza ale kolory sa bardzo ladne

    OdpowiedzUsuń
  10. Opakowanie mają urocze:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo podoba mi się ta paletka. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. jak dla mnie kolory świetne :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Również lubię pin-upową stylistykę. Róż wygląda obłędnie, bardzo dobrze czuję się w takich chłodnych odcieniach:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Anonimowy13:06

    Jestem równiez posiadaczką tej paletki i w pełni zgadzam się z tym co napisałaś. Zastanawiam się czy róż który jest w tej paletce to ten sam kolor, który można znaleźć w różach Instain z theBalm,a mianowicie czy jest to kolor lace? Mam już cienie meet mate, róż downboy i wspomnianą paletkę Hawai. Zastanawiam się nad rozświetlaczem i bronzerem, chociaż przyznam, ze w bronzerze nie przekonuje mnie grafika, a w przypdku rozświatlacza sama jego forma. Myśle, że bardziej kusi mnieopakowanie :D wiem...infantylne i zdradzające mój zakupoholizm :P

    OdpowiedzUsuń

TALK TO ME :D

Blogging tips