Podróż sentymentalna czyli 13 wspomnień z dzieciństwa

Przy okazji nadchodzącego Dnia Dziecka chciałam Was zaprosić w podróż do przeszłości, a konkretniej do czasów dzieciństwa :) Każdy z nas ma wspomnienia, które są szczególnie drogie jego sercu. Rzeczy albo czynności, obowiązki i zabawy, które kiedyś sprawiały masę radości albo nienawidziliśmy ich całą sobą, teraz wspominamy z uśmiechem na ustach i rozrzewnieniem w sercu. Zapraszam Was więc w podróż sentymentalną :) 

  • W przedszkolu miałam regularnego narzeczonego. Tomek chodził ze mną za rękę, spał obok mnie na leżakowaniu, częstował słodyczami, bronił przed zaczepkami innych dzieciaków, odprowadzał mnie do toalety i cierpliwie czekał aż wyjdę :D To był mój osobisty towarzysz zabaw i obrońca :) Świata poza mną nie widział :D :D :D Btw, leżakowanie to w ogóle był hit – pamiętacie to obwiązywanie kocem, leżenie na wznak i obowiązkowe trzymanie rąk na wierzchu? Dla mnie, zazwyczaj śpiącej na boku, to była prawdziwa mordęga ;) 
  • Byłam typowym niejadkiem. Jedzenie to była dla mnie największa kara. W przedszkolu stanowczo odmawiałam jedzenia budyniu i wszelkiej maści kaszek i zup mlecznych. W szkole potrafiłam przez kilka dni nosić w plecaku niezjedzone kanapki, te, których nie rozdałam innym uczniom. Niedzielny obiad to była dla mnie katorga, płakałam rzewnymi łzami nad talerzem zupy ;) Teraz, z perspektywy czasu, szczerze współczuję mojej Mamie ;) 
  • W wieku przedszkolnym kochałam piosenkę „The final countdown” zespołu Europe. Zazwyczaj puszczali ją przed wiadomościami. Biegłam wtedy co sił w nogach i kiwałam sie w takt muzyki przed telewizorem. Mama wyczuła klimat i zapisała mnie potem na balet i do zespołu tańców ludowych, w którym przetańczyłam całą podstawówkę :) Miłość do muzyki i tańca została mi do tej pory :D 
  • Namiętnie grałam w gumę. Rozciągałyśmy z koleżankami gumę między drzewami, w lasku na osiedlu, i skakałyśmy do późnego wieczora... Pamiętam też akrobacje i wiszenie głową w dół na trzepaku. Kilka razy z niego spadłam albo przydzwoniłam łepetyną ;) Raz nawet tak mnie zamroczyło, że sąsiad przyniósł mnie na rekach do domu... Ale był wstyd na całe osiedle! 
  • Uwielbiałam czytać. Pochłaniałam lektury szkolne i sporo spoza ich kanonu. Wygrywałam konkursy biblioteczne z wiedzy o literaturze, nikt nie mógł mnie zagiąć ;) Gazety też kupowałam - najpierw "Uśmiech numeru" i "Uśmiechowe sekrety", a gdy byłam starsza przyszedł czas na "Bravo" i "Bravo girl", aż w końcu "Cogito" ;) Czytanie pod kołdrą, z latarką zrobioną z płaskiej baterii, to była u mnie norma. Małgorzata Musierowicz, Joanna Chmielewska, Krystyna Siesicka, przeczytałam chyba wszystkie ich książki. I to pełne emocji oczekiwanie na kolejne książki o Harrym Potterze – chociaż nie byłam już wtedy taka młoda, bo końcówka serii zastała mnie na studiach ;) 
  • Prowadziłam pamiętnik, zarówno prywatny, osobisty, jak również taki, w który wpisywali się moi koledzy i koleżanki z różnymi życzeniami :) Teraz pękam ze śmiechu jak go czytam :D 
  • Brałam udział w olimpiadzie matematycznej, fizycznej i geograficznej, nie wspominając o Kangurach Matematycznych ;) Ale dopóki mój Tata nie wytłumaczył mi tabliczki mnożenia matematyka stanowiła dla mnie czarną magię. Po tygodniu lekcji z moim Tatą zakumałam o co chodzi i nigdy nie miałam z nią większych problemów ;) 
  • Oszczędzałam na książeczce oszczędnościowej SKO. Jaka w wakacje była radość, gdy wydawałam pieniądze, których odłożenie kosztowało mnie tyle wyrzeczeń ;) Oprócz tego sprzedawałam na rynku zebrane przez siebie warzywa, z działki dziadków. I sprzedawałam gazety, malowałam banery reklamowe, jeden nawet wisiał rozpostarty nad główną ulicą w moim mieście. Ale byłam z tego dumna! 
  • Zbierałam pocztówki i kartki z notesików. Wymieniałam się potem z koleżankami, to był prawdziwy handel, targowałyśmy się jak przekupki ;) I przechowywałam swoje skarby w ozdobnych kartonikach ;) Niestety, chomikowanie zostało mi do dzisiaj... 
  • Nienawidziłam przebierać się w ubrania po domu. Chodzenie po mieszkaniu w sztywnych dżinsach było dla mnie najbardziej cool. Nie rozumiałam, dlaczego Mama się mnie czepia i każe przebierać po przyjściu do domu... Całe szczęście z tego wyrosłam i uwielbiam swoje wygodne domowe ciuszki ;) 
  • W wakacje zawsze wyjeżdżaliśmy razem na biwak nad jezioro, pod namioty. Rodzina od strony mojego Taty jest dosyć spora. Tata razem z braćmi łowili ryby, Mama plotkowała, opalała się i przygotowywała strawę razem z ciotkami, psy leżały w cieniu pod drzewami i ziewały, a chmara dzieciaków szalała w wodzie, lesie, łące, plaży, słowem wszędzie nas było pełno :D Zabawa zaczynała się już gdy wyruszaliśmy z domu - dzieciaki zamknięte na pace w busie, z całym bagażem i wiadrami z ugotowanym pęczakiem (przynęta na ryby). Ten pęczak sprawiał, że robiliśmy się głodni i wyjadaliśmy go rękami z wiader, był pyszny :D 
  • Byłam typową chłopczycą. Od lalek wolałam samochodziki. Babskie plotkowanie, intrygi i knucie to była nie moja bajka. Tak samo jak strojenie się i malowanie. Gdy Mama chciała mnie pomalować na bal przebierańców, to moim łzom nie było końca :D Ubieranie mnie w piękne sukienki również mijało się z celem (Babunia to krawcowa, Mama też umie szyć, więc o ładne ubrania nie było u nas trudno, no i tureckie i chińskie sukienki, które Mama zdobywała nie wiadomo skąd). Jakoś zawsze tak się działo, że je wyszmodrałam i już nie były takie nieskazitelnie czyste i wyprasowane. Gdy moja koleżanka dobrała się do kosmetyków mojej Mamy i wymazała jej część szminki, patrzyłam na nią jak na kosmitkę, tak samo na moją Mamę, gdy dawała jej ostrą reprymendę. Nie kumałam, o co tyle krzyku, przecież to zwykła szminka, czy coś takiego ;) Cóż, wiele się w tej kwestii zmieniło, mówię to ja, wizażystka i posiadaczka ogromnego kufra pełnego kosmetyków ;) 
  • No i nie do zapomnienia są różne gadżety, których teraz już niestety nie ma... Kauczukowe piłeczki, metalowe żabki, plastikowe piórniki, glutowate lepiące się kulki, kolorowe plastikowe sprężyny, gra mózg elektroniczny albo gierki na takich małych komputerkach (łapanie jajek, podrzucanie naleśników, a później tamagotchi) :D Kreszowe dresy, spódnica lambada, plastikowe sandały, dżinsy z Peweksu, jeżyki do zakładania na koka, granatowe fartuszki uczniowskie, buty na koturnach, drewniaki :) I oranżada w torebce ze słomką albo w proszku, woda z syfonu, guma balonowa w kulce albo Donald, andruty, ryż preparowany raczki, lody Bambino, Vibovit :D I wiele wiele innych...

To były czasy!!! Normalnie aż się łezka w oku kręci :) Powspominajcie ze mną! Jestem ciekawa, co Wam zostało w pamięci, co Was wzrusza i za czym tęsknicie? Ja na pewno o czymś zapomniałam, tak więc liczę na Was i Wasze komentarze :)

8 komentarzy:

  1. Ach, ach, mam praktycznie identycznie wspomnienia!
    U nas jeszcze widoczki, zabawa w podchody, w glebę i w szczura (ze skakanką)
    Oprócz pamiętników miałam jeszcze "Złote myśli", w których było ileś pytań i koleżanki i koledzy odpowiadali;)
    POcztówek nie zbierałam, ale karteczki i naklejki. A wcześniej... uwaga... ulotki reklamowe (wielki rarytas kiedyś, hehe):D:D

    OdpowiedzUsuń
  2. cudowne wspomnienia :)
    zapraszamy w wolnej chwili :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Super sentymentalna wycieczka. Lubię od czasu do czasu, nie tylko na okoliczność Dnia Dziecka, urządzić sobie taką wyprawę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Hehe też nie rozumiałam tego przebierania się na domowe ciuszki, ale do dziś tak mam ;) Kiedy siedzę cały dzień w domku preferuję te "domowe" natomiast kiedy wracam do domu raczej się nie przebieram już w nie, tylko zostaje w wyjściowych ;) Świetny post! Pod kilkoma rzeczami mogłabym się śmiało podpisać ;) Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Ech, ale to były czasy! Muszę pojechać do babci i poszukać moich starych pamiętników i "złotych myśli". Mam nadzieję, ze gdzieś przetrwały ))

    OdpowiedzUsuń
  6. Ach te wspomnienia :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. giza2722:54

    Oj te wspomnienia, mogłabym niezłą książkę napisać o moim niedorosłym życiu,Lubiłam rządzić i tak mi zostało.

    OdpowiedzUsuń

TALK TO ME :D

Blogging tips